?

Log in

NGHC

Korzystajac po czesci z ''urlopu'' w ciagu ostatnich 2 tygodni bylem na kilku gigach w miescie wojewodzkim. Ogolnie to nic czym moglbym sie jarac ale z braku laku to i zolty snieg lod. Najpierw pojechalem zbadac holenderski Citizens Patrol i byli spoko chociaz na taki rodzaj pankroka to powinni wygladac na bardziej zniszczonych zyciem, wokalista  miec wzrok szalenca, uderzac sie mikrofonem w glowe i wiecej tarzac po podlodze. Osob bylo moze z 25 ale odpierdolono tarlo i moglo byc. Punk not dead...
Kilka dni pozniej zjawil sie zestaw I Rise, Verse, Anchor i zdecydowanie najfajniej zagral debiutujacy lokalny Stand Clear (www.myspace.com/standclearhc). Youth Crew z agresywnym wokalem robiacym cala robote w tym zespole no i ma szacun za bieganie z mikiem z polamanym palcem u nogi. Z ciekawostek na gicie szyje tam Alex, ktorego zdjecie gdzes tu wisi a na perkusji jeden rodak mieszkajacy tu pol zycia, ktory podczas londynskiego Running Riot  probowal mi w rodzimym jezyku wytlumaczyc, ze ma zespol i ze graja niedlugo ale, ze w halasie tam panujacym nie za wiele slyszalem i rozumialem on w pewnym momencie zdecydowal sie przejsc na jezyk angielski jakbym w tym jezyku mial zrozumiec lepiej... Mysle, ze jak sie rozbujaja beda jedna z moich nielicznych ulubionych tutejszych orkiestr. Glownie jechalem obadac I Rise i z nimi jak z Lion Of Judach posluchac mozna ale na zywo nie lapie takiego grania....Verse caly zespol w koszulach w krate i 3/4 dzieciakow bawiacych sie pod scena  tez. Komiczny widok. Jakos od czasow demo nie sledzilem ich poczynan ale zagrali calkiem fajnie. Emocjonalnie i z pasja w sam raz na jesienny zamulony wieczor. Mieli na zagranie setu tylko 15 minut bo koncert mial sie skonczyc do 23. Elegancko bo nie dosc, ze nie zanudzili jak np. Anchor to jeszcze pod scena sie ciagle cos dzialo a i ostatni autobus do domu w oddalonej o 100 metrow od pubu bus stacji mialem 23.15.  Mimo wczesniejszych zapowiedzi organizatora co by przyjsc troche wczesniej bo moze byc tloczno zjawilo sie jeno okolo 60 osob. W tym okazalo sie poraz kolejny, ze swiat jest maly a scena jeszcze mniejsza i spotkalem tam pewnego Lukasza, ktorego poznalem podczas ostatniej wizyty u Dzikiego. Dobry wariat.  Prawdopodobnie wlasnie przeprowadzil sie do Szwecji...
Przedwczoraj w miescie szeryfa Gacka, ktory towarzyszyl mi dzielnie na tych wszystkich gigach niczym wierny Sancho Pansa Don Kichotowi w jego walce z wiatrakami (a moze to ja towarzyszylem dla Sancho jak sugeruje obrazek http://tiny.pl/613w who knows?) z okazji wystepow grupy grajkow zwanej potocznie Your Demise pojawil sie ich diehard fan Krol Banbury yyy Sparty MoluXRatel. Jako, ze go kocham bardziej niz nienawidze YD, jak sie potem okazalo reszty zespolow z ktorymi dzielili tego wieczoru deski i mlodziezy, ktora przyszla przy nich potupac nozka to postanowilem towarzyszyc mu razem z naszym weekendowym gospodarzem Sancho Gackiem w tym niechlubnym wydarzeniu. Jako, ze zaden z nas za bardzo nie obcykal godziny zaczecia koncertu w ostatniej chwili zorientowalismy sie przegladajac internet, ze wlasnie sie zaczyna a jako, ze Slawek troche zrobil kilometrow zeby tam byc glupio by bylo przegapic to po co miedzy innymi przyjechal. Jako, ze to byl 13-sty sprawy obieraly niekorzystny obrot ale w koncu udalo nam sie zdarzyc na 4 ostatnie kawalki YD grajacych jako drudzy. Pozniej stojac tam i nudzac sie jak mops (nie rozumiem znaczenia tego powiedzenia ale ludzie tak mowia) podczas Emmure, Bury Your Dead otoczony klonami w za waskich spodniach i za wybajerowanych fryzurach zakrywajacych jedno oko stwierdzilem, ze pechem nie byloby tam nie zdazyc albo nie wejsc z braku bieltow ale na odwrot wiec odpokutowalem solidnie a na dodatek zaplacilem za to 11 funtow. Pierwszy raz bylem na takim koncercie i zapewne po raz ostatni. Bravocore ma sie niezle w Nottingham i bylo pewnie z okolo 3ech setek osoby...13 byl pechowy fakt ale 14 mial pierwsza probe nowy vegan straight edge projekt xDARY ZIEMIx. Jako, ze Gacek jest zajaranym weganizmem weganinem posiada chyba wszystko z napisaem VEGAN a do tego potrafi zrobic burgery z jakis otrebow zwane hemp burgerami. W tym klimacie nie moglo byc inaczej jak wdzianie zbroji weganskiego wojownika napedzanego darami ziemi i wzniecenie iskry do ostatecznego rozwiazania kwestii mlekozlopow. Narazie zrobilismy 2 kawalki ''Znak z centrali'' i ''Wyjacy Wilk''. Gramy jak skrzyzowanie Papa Dance z wokalem ala Romek Kostrzewski. Na wiosne 2009 wyjdzie 7'' split z Światogor (http://www.swiatogor.prv.pl/).... Chuj, ze tylko 1 czlonek jest weganinem, 1 wegetarianinem a 1 pozera koty i inne zwierzeta lesne (c'mon this is england! jesli w Stand Clear 2 czlonkow kapeli pilo piwo to czemu my nie mozemy walczyc o cos?) wazne, ze jesli zainteresowanie nami utrzyma sie na poziomie tego jakie zza okien zaserwowali sasiedzi VgackaV to mamy szanse dokonac zmiany swiata na szeroka skale... LET THE JIHAD RISE!

pi i sigma z matplanety 
 

obiad z tego co dala ziemia

jednak moj spawn jest zajebisty


staremu spiacemu niedzwiedziu glowa sie troche wygla


orez weganskiego wojownika



vegan warrior i tygrysia maska

                                                
                                                                             xdary ziemix 2008
                                      

                                           

                                          dawaj heniek jedziem do anglii ponoc tam jak w paradisie
                                   

PS. Molu troche odjebal bo jego ''Zuczek nie Zuk'' zrobil pierogow dla Osiolka a on ich nie wzial. Odpokutuje...
PS.2. W akcji pt. ''Emigracja sie wspiera'' Lukasz Vegan Warrior Gacek Targosz dostaje ode mnie w imieniu RC 5+. Tak trzymaj mlody!
                                       

SEKRET MNICHA

No (polonistka zawsze zwracala mi uwage, ze od NO sie zdania nie zaczyna ale, ze szkola sie skonczyla a zaczelo sie kaplanstwo to se pisze jak mi sie podba) to sie przeprowadzilem. Moj nowy pokoj jest wielkosci tzn. malenskosci klasztornej celi. W zasadzie nigdy nie bylem w klasztorze i nie wiem jakiej wielkosci sa cele ale mysle, ze wlasnie takiej wlasnie. Przed moim zasiedleniem tego terenu znajdowala sie tu silownia i gdybym nie olal se tymczasowo targania sztangi to bym mogl powiedziec, ze koksilem tyle, ze az w niej doslownie zamieszkalem. Co by nie mowic po czesciowym odmalowaniu go przez Pawla bez wlosow (bo ja to moge co jedynie tapete zerwac albo podrzucane jajka sadzone usmazyc), ktory dostal dzis od swojej Madzi majtki z ''traba'' wyglada on lepiej niz sie spodziewalem i ogolnie jestem bardziej zadowolony niz sie spodziewalem, ze bede. Maly = przytulniejszy i latwiej ogrzac. Jest tez lekki spadzik (poddasze) w stulu poznego rokokoko i mi sie podoba. Zostaje mi tylko teraz wstawic metalowa prycze (gdybym poszedl do wojska mowilibysmy na nia z kolegami na cale zycie ''woz''), wytatuowac sobie z tylu na tricepsie tak jak ostatnio MiszczuXRTLXNieMaPracyWLuton ukrzyzowanego skinheada, zaiwanic rozaniec, wystrugac zestaw mlodego umartwiacza i odbebniac pokute przeblagalna za grzechy nasze i calego swiata...
Nie tylko moja komnata wymagala odpicowania w tym tygodniu. Jako, ze z Ania jestesmy dziecmi MTV i ogladalismy chyba wszystkie date my momy, dissmisdy, my sweet 16 itp. po 5 razy i jako, ze ichny pokoj wygladal jak poligon jakkolwiek wyglada poligon z blizka postanowilismy go przeksztalcic (pimp my room). Dostawszy list z prosba o pomoc jak Ci co na polsacie chaty odbudowuja i sie wzruszaja tak mocno sztucznie, ze sie rzygac chce rozparzylem podanie niezwolcznie, zakasalem rekawy i przystapilismy do dzialania. Gdzie dwoch dizajnerow tam z czegos co sam nie wiem do czego bylo naprawde przeznaczone powstala moskitiera a z pokrowca na materac ozdoba nad okno. Mad Mike nie zapomnial takze o sprzecie i wmontowal obok gniazdka milosci laptopa i wspomnianego w ktoryms z poprzednich odcinkow boom boxa zajumanego z psychiatryka. Sam proces odpicowywania i efekt koncowy dal nam duzo radochy i bylismy z siebie dumni. Jak to sie teraz ponoc mowi w kolku tanecznym dance i disco ''piatka Paulina!''.... 
Dzis 6 grudnia tak? Mimo, ze nazwalem wczoraj Mikolaja chujem bo balem sie, ze przyniesie baklazana a na noc nie zostawilem zadnych butow on postanowil i tak do mnie przyjsc, zostawic czesc prezentow w najczystszych butach na swiecie, kolejnie przedzec sie przez ciemna doline omijajac gory czyli moj kokpit sterowniczy sluzacy czasem za podnozek i zostawic reszte w sandalach. Ja tez Cie kocham sw. Mikolaju z calego mojego zwichrowanego serduszka. Kocham Cie nawet za to gdy za pomoca mamy dales mi jak bylem maly robocika kupionego na bazarze od ruskich, ktory pojezdzil pol dnia wyczerpaly sie baterie i nie moglismy juz drugich takich znalezc. Ciesze sie, ze dzis przyszedles ale w wigilie tego nie rob bo bede wtedy prawdopodobnie nienawidzil caly swiat bo  raczyj czarne swieta w tym roku...Tego co czerwony swiety zapomnial dac to kupilismy se dzis podczas szalu zakupow z A i Ł. Jako, ze coraz mi sie bardziej gliniak lasuje a pustke, ktora powstala po zrezygnowaniu z kupna nowych butow trzeba bylo czyms wypelnic to niechcacy kupilem sobie bling bling....i Ania tez. Nie wiem moze jeden z ostatnich seansow filmowych w moim kinie a dokladnie wyswietlenie ''Cool as Ice'' czyli po polsku ''Milosc w rytmie rap'' i chec bycia bardziej cool niz Vanilla nas do tego sklonila wazne, ze mozna swirowac, ze te ''A'' niby pierwsza literka imienia znaczy ''sam sobie jestem 'A'sem w rekawie'' .... tak czy siak literki Ł nie mieli...so sorry. ELO RAP!  

dawac na parapetowe


before
 
                                                      

after

      
                                                                                            we do this shit      
                                                  

na zelatynie ten smakolyk ale i tak jestes spoko sztucznobrodaty


rozerwij sie


tyle polaka pod dachem ze ja bym sie bal w nieopancerzonym obuwiu co komu zostawiac

 

COS SIE KONCZY, COS SIE ZACZYNA

Tak zatytuowany jest ponoc zbior jakis opowiadan fantasy Sapkowskiego. Nie, ze czytalem ale nie wiem po co ale wpisalem tytul tego posta w google i to byla pierwsza informacja jaka wynalazlo. A tytul taki iz skonczyly sie wlasnie dwa, krotkie epizody mojej egzystencji na tym padole lez i fasolki w sosie pomidorowym. Pierwszy pt. ''choc poudajemy, ze jestesmy na studiach kierunek Łąkarstwo i mieszkamy w akademiku'' & ''fucha zycia''. Bohaterami komedii epizodu No.1 byl podmiot liryczny czyli ja i jego coraz mniej opasly bro (jesli moja mama caluje go przed wylotem na pozegnanie to musi byc z rodziny) Gruby. Jesli uwaznie czytacie moje wypociny to zorientujecie sie, ze ow zawodnik przylecial tu w czasie mego ostatniego pobytu w miescie wielkiego bena powiekszajac tym samym wspolczynnik zaludnienia ''mojego'' pokoju.  Wspolne koczowanie w jednym roomie przypominalo do zludzenia czas gdy kiedys wprowadzilem sie do niego na 3 dni gdy u mnie w domu popsol sie komputer. Tyle ze wtedy nie spalismy na jedym poslaniu, nie musielismy chodzic do pracy, kupowac jedzenia za wlasna kabanine i wogule za nic nie musielismy placic. Na plus jedynie to, ze teraz na chwale posepnego czerepu nie pilismy hektolitrami Max Coli. Przez ten ponad miesieczny okres posiedismy tajemna umiejetnosc - zeslana nam we snie przez  wielkiego architekta - budowania walow przeciwpowodziowych z ubran. Pobralismy takze nauke przetrwania na okolicznosc zasiedlenia na dawno otwartym centralnie ulokowanym osiedlu dla klasy biznesowej zwanym ''bus station''. Ogladanie filmow na jedna sluchawke takze sie moze przydac w zyciu i dopracowalismy ta metode do perfekcji. Poziom idealu dla jednych a osiagniecie najnizszego pulapu dla drugich osiagnal takze nasz poped do uzyskiwania darmowego jedzenia. Z szybkoscia swiatla zdecydowalismy sie na wyciagniecie dopiero co wyrzuconej do domowego smietnika ciagle zafoliowanej ponoc 2 miesiace przeterminowanej pizzy. Po dodaniu kilku smakolykow parzyla w ucho lepiej niz nie jedna z tych, ktore przyszlo testowac w najrozniejszych pizzodajniach. Tym o to sposobem moj freeganizm skoczyl o level do przodu i przed ''freeganin korsarz'' moge sobie dumnie dodac master. Zeby nie bylo, ze posilkujemy sie tylko w barze mlecznym Hasiok trza nadmienic, ze dawno tu nie jadlem tak dobrze. Nie wiem czemu ale zaczalem pichic co rusz wymyslniejsze rzeczy niz makaron z sosem. Spytacie przyslowiowym co do chuja? Czemu Pinki i Mozdzek musza sie ''rozstac''?. Odpowiedz jest banalnie prosta. Przedwczorajszego wieczoru/a przyleciala wzbogacic 58 Abbott road ZOO dancing queen Ania czyli Lukaszowa Pocahontas. Z tego extra powodu wyprowadzilem sie pokoj obok a Maxowi i Lami zostaje zyczyc szczescia na nowej drodze zycia na zeslaniu. Bylo wesolo i licze, ze teraz bedzie jeszcze weselej...
Ferdynand Kiepski powtarzal ''cycu trzeba tak robic zeby zrobic ale sie nie narobic'' czy cos w ten desen. Gdy juz myslalem, ze pewna agencja dla, ktorej troche poracowalem w 2007 postawila nade mna krzyzyk i nawet nie z powodu, ze w ichnych papierach mialem wpisane nie wiedziec czemu ''karany'' i do ktorej chodzilem jeszcze bardziej od niechcenia niz do innych zalatwila mi wlasnie takie zajecie. Zaczelo sie od przeszkod bo nietypowo musialem czekac z Grubym ponad godzine w biurze na ''work deatils'' i mozliwe, ze to byl znak, ze cos wisi w 78,09% azot + 20,91% tlen + 1% argon, neon, hel, metan, krypton, wodór ... czyli powietrzu. Okazalo sie, ze moja nowa praca bedzie miala zwiazek z medykamentami ((www.fresenius.com.pl/index0.html). Z miejsca zajaralem sie, ze bede lekarzem albo bede kradl strzykawki, morfine i zostaniemy narkusami. Po dojechaniu na miejsce okazalo sie, ze moje nowe miejsce pracy znajduje sie rzut beretem (jakies kilkaset metrow) od magazynu z wszelkiej masci slodyczami (http://bonds-confectionery.com) w ktorym robilem kariere pickera zanim zdecydowalem sie po ledwo co dostanietym kontrakcie wrocic do fatherlandu. Mozliwe, ze to byl zyciowy blad bo nie musialbym sie teraz martwic o gotowke i nawet nie chce myslec ile kasy moglbym za bardzo sie nie przemeczajac do tego czasu natrzepac ale od polowy 11.07 do polowy 09.08 mialem najlepsze wakacje jak do tej pory. Niby mialem przyleciec tylko na weekend zrobic swoje na clipie CTF (http://uk.youtube.com/watch?v=zH_WXFwliZk sekcja pogo niczym murzyn pod rozkazami gospodarza domu zrobila swoje) i wracac do kolchozu ale po rozplanowaniu tego weekendu wychodzilo, ze w DOMU rodzinnym bylbym tylko kilka godzin albo wogule z czym glupio bym sie czul nie widzac rodziny od 6 miesiecy  a poleciec robic hcXpl. Jakos dwa dni przed wylotem pomyslalem, ze jak zobacze rodzine, zaloge, miasto to nigdzie nie bedzie mi sie chcialo wracac. Majac w glowie jak to w takich momentach bywa slowa SecondxAge ''zyj chwila - jedyna wyciagnieta nauka z tysiaca nigdy nie wysluchanych'' bez slowa postanowilem pozegnac sie z kraina Haribo plynaca i nie korzystac z bieltu powrotnego...we are not for sale? Sam sobie udowodnilem, ze nie tudziez ciagle nie...Ja jak zwykle nie o tym co trzeba. No wiec ''wez sobie jakies cieple ubranie bo moze czasem poprosza Cie zebys wyprowadzil cage'a na zewnatrz'' wypowiedziane przez sympatyczna Kinge z agencji okazaly sie chybione niczym decydujacy strzal w karnych Roberto Baggio na mistrozstwach swiata w pilce noznej bodajze w USA w '96?. Moja misja nie mialo byc pickowanie w cieplym warehousie tylko pomoc Paulowi poskramiaczowi wozka widlowego przy oproznianiu magazynu z plynu do dializ, ktory nie przeszedl kontroli jakosci. Owe ''czasem'' to ja nie stalem na zewnatrz albo wenatrz nieogrzewanego skladu. Dostalismy na to zadanie 2 tygodnie, ktore koncem koncow przedluzyly sie do 3. Jesli jest duzo palet zaladowanych towarem a ty masz pomagac kierowcy wozka widlowego to zgadnij co pozostaje ci do roboty? Mniej niz zero? Prawie. Przez pierwsze dni oprocz podania czegos, przesuniecia innego czegos dopracowywalem metode jak najwygodniejszego stania. Przez kilka dni byly momenty, ze sie spocilem bo trzeba bylo poustawiac 6 i 5 litrowe butle z palet, ktore sie wywrocily, zostaly za mocno przygniocione przez inne do tego stojac jakos krzywo, ze nie sposob ich wyciagnac. Ale to w ciagu 8 godzinnego dnia pracy trwalo gora lacznie 2-3. Srodkowy tydzien spedzilem do polowy poza magazynem przed, ktorym staly 1000L pojemniki z owym plynem i ktorymi trzeba bylo napelnic cysterny (pod koniec obliczylem, ze bylo ich lacznie jakos 150 pojemniko nie cystern. Cystern z 6). Troche sie namarzlem bo cysterny przyjezdzaly z ranca plyn troche chlapal a ubranie na drugi dzien nie zawsze zdazylo wyschnac. No place for weakness jak mowi narrator gdy Leonidas zegna sie ze swoja Queen idac w boj. Koniec drugiego tygodnia i poczatek trzeciego wygladal tak. Otwieralismy brame, magazyn, Paul wjezdzal fork truckiem, parkowal kolo palet na ktorych juz zdazylem siasc i mowil ''that's it''. Po kilku godzinach przyjezdzala ciezarowka on ladowal na nia palety a ja dalej siedzialem na swoim posterunku. Se siedzialem i myslalem, ze placa mi chyba za nic nie robienie tylko marzniecie i doszedlem do wniosku, ze chcialbym pracowac jako ktos kto robi jakies rzeczy malo wyczerpujace ale musi byc w tym jakis maly minus np. ogladanie filmow z chujowym lektorem albo spozniajacymi sie literami, lapanie stopa w upal i nikt sie nie zatrzymuje, stanie w kosciele, czytanie na glos gluchoniemym, jezdzenie nieogrzanymi albo przegrzanymi pociagami (juz wiem co chcial ode mnie Urzad Skarbowy. Jak jechalismy z Grubym do Drezna na Trapped Under Ice to w pociagu na trasie Tczew - Wroclaw dostalem mandat za trzymanie butow na siedzeniu. Jeden but dotykal bokiem czystej - bo to w lato bylo - piety koncowke siedzenia bo lezalem na boku. Nie bylo czasu po odmowieniu przyjecia wysiadac w Bydgoszczy na przyspieszony Sad Grocki wiec ostatecznie przyjalem. Zyjcie kurwy na wieki i niech Wam te 50 zl przyczyni sie do rozwoju uslug) itp...innymi powodami do lekiekko pocenia sie byly momenty gdy szlismy lub zaczynalismy dzien w glowym warehousie firmy i bylem gosciem od obkrecania folia palet z gotowym zamowieniem. Ale z tym tez uwijalem sie w mig i stalem oparty o porecz wiekszosc czasu lub z dopiero co skonczonego ''tea time'u'' szedlem na kolejny pic darmowy chocmilk z automatu. Niektorzy mowia, ze nie lubia jak nie musza nic w pracy robic tylko stac i sie nudzic. Ja mowie: za 6 funtow na godzine, ktore za to dostawalem moge stac i sie nudzic x 1000 bo tego nauczylem sie na szkolnych praktykach gdy nauczyciel wiedzac, ze Loczek, ktory kilka dni temu obcial swoje dready (teraz ta garstka, ktora sie tak do niego zwracala bedzie chyba mowila ex Loczek) i ja pojecia o samochodach zadnego nie mielismy/mamy wydawal rozkaz dzienny, ktory brzmial mniej wiecej  tak ''Szablak i Wojtkiewicz do kanalu, Pirog zmieni opony a Stanislawski i Wieczorek pod kaloryfer''. Wiec siedzielismy pod tym kaloryferem 5 godzin i sluchalismy radia. Raz tylko musielismy grabic liscie, przesiac piasek, wyniesc smietnik...Ogolnie to pierwszego dnia bylem tak zajarany, ze powtarzalem komu tylko sie dalo, ze ''we saved life'' nawet jesli ten plyn byl bezuzyteczny. Pod koniec kariery tam musialem oproznic ciezarowke ze sprzetu medycznego typu fotele i inne urzadzenia szpitalne. Pchajac ten sprzet czolem sie poraz drugi od zaczecia prowadzenia tego livejournala jak Dowgie Houser i teraz to w CV (jak kiedys przyjdzie je naprawde napisac) bede se wpisywal ''lekarz medycyny''. Co do CV i koloryzowania w nim to Gruby, ktoregos dnia stanal przed najtrudniejszym zadaniem zycia czyli stworzenia swojego Curriculum Vitae. Jako, ze jego Polska kariera zawodowa to oprocz 1 dnia na truskawkach na ktorych z reszta razem bylismy to tak samo jak u mnie tylko sluzba zastepcza odbebniona w US (ten sam los spotkal ostatnio ex Loczka, ktory przezywa te same traumy co my tam i ma w nas zrozumienie) nie za bardzo mial co wpisac na czysta kartke wiec zaczal troche ubarwiac rzeczywistosc i po podliczeniu wszystkich lat pracy wyszlo, ze powinien miec 27 nie 25 lat. Gdy dwa lata temu rejestrowalem sie w agencji po raz pierwszy  laska, ktora mnie rejetrowala spojrzawszy na moj wiek i kariere zwodowa identyczna wtedy jak ta Lukaszowa dzis spytala sie co ja robilem tyle lat po skonczeniu szkoly? Nie wiedzialem co jej odpowiedziec ale w glowie chodzilo ''same fajne rzeczy''... No to mieszkanie w akademiku i fuche zycia mam za soba tak samo jak zgubiony watek tego posta. Ogolnie to sie cos konczy i nie mam pojecia co sie zaczyna ale cos byc musi, cos byc musi, do cholery za zakretem! Eeeeeeeeeema!

zapora hoovera
 

najwyzej sie posramy. go freegan!


kebab luksor


dawaj do alibaby dzieciaku. bialy dostaje tyle samo co czarny


nie umieram na suchoty mamo


''nie lubie marchewki ale twoja jest naprawde zajebista'' - Maradi


*Gruby z moim prezentem urodzinowym na dziko


* Tak kurwa dostalem od niego na urodziny baklazana. Przepis na ''Baklazan urodzinowy'':
1. Wybierz sobie najlepszego kumpla.
2. Sprawdz czy Twoj przyjaciel moze byc jeszcze bardziej fucked up jak juz jest. Jesli moze to... 
3. Idz do Tesco i kup baklazana. Nie powinienes wydac wiecej jak 1F.
4. Wroc do domu z czyms co kupiles i nawet nie wiesz jak to sie nazywa i razem z solenizantem znajdzcie to na google.
5. Potnij na kawalki niczym serce swojego drucha przed chwila i spypnij na to jeszcze troche soli co by puscilo sok i zostaw na 30 minut.
6. Starkuj zajumana Kasi wspolokatorce sucha bulke zeby powstala tzw. bulka tarta.
7. Rozbeltaj 3 kurzecze jajka (chyba, ze nie masz bo jak Wieczorek w Samych Swoich zjadles kure) i maczaj w nich baklazana nastepnie zanurzajac w bulce kradzionej tartej.
8. Smaz na wolnym ogniu az przypalisz na wegiel i wyciagaj. Powtarzaj czynnosc do skonczenia plastrow serca tzn. baklazana.
9. Resztki bulki tartej wsyp do resztek jajka i powstanie ''kotletek'', ktory mimo dziwnej nazwy i pomyslu smakuje lepiej niz prezent.
10. FRIENDS FAMILY FOREVER. MY ASSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSS.
Tak w refrenie spiewala Cela nr. 3 na koncercie ktorej bylem jakos w 2000 r. Moi sasiedzi grali w zespole Embrion ex Undecided i  zorganizowali autobus na wyjazd do Pieniezna na swoj koncert.  Po trudnej przeprawie z mama, ktora bala sie mnie puszczac na hc/punkowe koncerty mowiac, ze ktos mi tam ''leb ukreci'' po koncowej decyzji, ze jechac nie moge wyszedlem z domu i dolaczylem do reszty licznej delegacji. Po dojechaniu na miejsce wsypalismy sie do srodka i takiego meksyku nigdy na zywo nie widzialem. Na jakies 200 osob przynajmniej polowa lezala nacpana/nachlana pod scianami. 1/3 krecila szalone pogo ubabrana w blocie (padal mocny deszcz a podloga to byl czysty beton bez wykladziny). Jeden typ moszowal bez koszulki co rusz sie wywracajac na te klepisko i mial egzotyczne blotne tatuaze na plecach, klacie i twarzy. Grala tez jakas oiowa kapela i dlugo nie trzeba bylo, zeby kilkunastu skinheadow wyciagnelo swe kastety z tylnych kieszeni spodni i zrobilo z nich uzytek. Potem jakis typ chcial zebym obalil z nim litra wodki ale jako, ze bylem poczatkujacym edgersem odmowilem. Ogolnie to bylem tam raczej jedyna trzezwa osoba no moze jeszcze Marta, ktora byla w stanie blogoslawionym i za kilka miesiecy miala poczac Macieja, ktory dzis ma 8? lat. Czas leci. Po ktoryms kawalku Embriona inspirowanego pozna Sepultura kilku pankow77 zaczelo krzyczec ''panki 21 wieku wypierdalac''...  i oprocz tego, ze sie balem to wiecej pamietam jedynie wlasnie tylko ten kawalek Celi nr 3, ktora grala nie wiem o ktorej w nocy. Czytacie to wszystko i sie zastanawiacie gdzie brzeg ale tam lecialo jakos' 'dzis sa twoje osiemnaste urodziny'' a ja dzis mam siodma 18stke czyli koncze 25 lat. Powiem szczerze, ze nie ma drugiego dnia w roku, ktorego tak sie boje. Nawet nie o to chodzi, ze boje sie starzenia bo ludzie i tak ciagle mi daja 19 a mentalnie to poza 17 za czesto nie wychodze. Przewaznie tego dnia dobre rzeczy sie nie dzieja albo nie jest tak jakbym tego chcial. Rok temu swoje cwiercwiecze widzialem w domu otoczony rodzina i banda na wielkiej uczcie ale zycie skutecznie zdeptalo wyobraznie i jestem gdzie jestem wiec zostanie zjesc chyba tone ostatnio dostarczonych maminych pierogow z kapusta i grzybami z reszta domownikow. Zaczelem dzisiejszy dzien pozytywnym akcentem czyli od obejrzenia tego videosa http://uk.youtube.com/watch?v=ziSW7ahVpzE i mam nadzieje, ze poziom nizej nie zejdzie a obawy sa uzasadnione. W poniedzialek stracilem prace, siostra powiadomila, ze zainteresowal sie mna polski Urzad Skarbowy, sa problemy ze znalezieniem nowej chaty itp. czyli raczej pod gorke. Plakac w zwyczaju nie mam a, ze ciagle w swoim zyciu nie jestem w punkcie z, ktorego wspomina sie stare dobre czasy tylko planuje kolejne dobre chwile i przygody nie mam zamiaru walnac z otwartej chudej piesci o mate. Kiedys moj wychowawca Andrzej Cichocki* powiedzial mi i Loczkowi gdy nie chcielismy isc na studniowke, ze to ostatnia okazja w naszym zyciu zeby tak sie zabawic i nie wiem jak dla reszty klasy ale dla mnie zabawa sie dopiero zaczynala. Tydzien po tych slowach siedzialem w pociagu z dwoma chlebami kanapek w plecaku i najebanym druchem Radziem w drodze do Nowego Targu na koncert Sunrise, Coalition (Bula, ktora reszta mojej ambitnej klasy znala jedynie z telewizyjnego Idola widzac moje lekko podbite w akcji oko pytala sie czy wszystko w porzadku?) i nie zwolnilem tempa. W takim miescie jak Bartoszyce w ktorym spedzilem wiekszosc mojego czasu latwo jest stac sie zywym trupem a w miejscu na wlasna historie zostawic czyste pole. Najwyzszy procent bezrobocia w kraju, praktycznie zerowe rozrywki dla mlodziezy i bulwar straconych marzen. Majac 13 lat i kolegujac sie z lokalnym marginesem nie spodziewalem sie, ze kiedys bede w tylu roznych miejscach i znal tylu fajnych ludzi a co najfajniejsze tylu fajnych ludzi bedzie chcialo znac mnie. Do zobaczenia w lepszym swiecie. NO FUTURE!

* Cichy byl takze wychowawca Maslaka. Jak jechalismy razem w styczniu do Warszawy na Blacklisted/Shipwreck zadzwonil do niego i mowil zeby ten przestal wagarowac i przyszedl do szkoly na co Bartek odpwiedzial, ze nie bardzo moze bo wlasnie siedzi w autobusie.

PS. W ktorejs klasie podstawowki z okresu I - III gdy byl zwyczaj przynoszenia w urodziny cukierkow poczestowalem nimi cala klase zapominajac o wychowawczyni. Na drugi dzien mama dokupila jeszcze paczuszke i specjalnie musialem isc poczestowac pania Kowalewska. Ale mi glupio bylo nie tak jak w 7 klasie gdy dalem innej wychowaczyni mlecz na koniec roku. Nie zeby zasluzyla ale kolega powiedzial ze sie nie odwaze... 

tadeusz mial ostatnio imieniny i dostal ode mnie kilka batonow


jesli twoje zycie wyglada jak nasz pokoj wlacz se swierzutki www.myspace.com/governmentflufuckyou .


jesli jestes zmeczony zyciem na uslugach systemu into the wild


PS.2. what do you mean it's time, time for me to grow up? i don't want any part. it's right to follow my heart.

BIG CITY LIFE

Po lekkich zawirowaniach zwiazanych z akomodacja za to z bez problemowym dostaniem wolnego w pracy* w zeszly czwartek pojawilem sie w Londynie. Poczatkowo mialem koczowac w przyczolku londynskiego jednoosobowego oddzialu RatelCrew w postaci XIV wcielenia Janosika czyli Slawomira M. notowanego w kronikach murgrabii pod zbojecka ksywa Molu. Jako, ze temu sympatycznemu karzelkowi troche sie skomplikowal plan dzialania w ostatniej chwili dach nad glowa, wikt i opierunek zapewnil nieoceniony koks i instalator sieci na ziemi podlaskiej crustowiec Dziki.
Zanim doszlo do odebrania mnie z punktu zrzutu spedzilem na stacji PKS ''Victoria'' 4 godziny. Majac doswiadczenie w siedzeniu na dworcach czasem po 12 godzin i wyrobieniu se cierpliwosci te 4 minely dosyc szybko i byly pelne wrazen. Przezylem dwa zamachy terrorystyczne. Najpierw do okna przy ktorym siedzialem podbieglo szybko dwoch mlodych Arabow z lap topem ale moje przypuszczenia, ze chca cos zdetonowac okazaly sie bledne. Szukali pewnie zasiegu i niepotrzebnie podskoczylem na lawce. Pomylilem sie takze gdy kolejny krecil sie w kolko ze zlozona gazeta w ktorej jak sie okazalo nie bylo dynamitu tylko Snikers. Do jedostek szybkiego reagowania to ja sie chyba nie nadaje. Koncem koncow czy moze poczatkiem poczatkow pobytu pojawil sie Patryk i zachaczajac o dworcowa budke z sushi zawinal mnie na chawire. Po krotkim odpoczynku i zrzuceniu niepotrzebnego balastu wyruszylismy na wieczorny obchod dzielni. Kilka przystankow w ktorych moj gospodarz musial zapchac kiche co by nie spadla bardziej masa i powrot do weganskiej willi gdzie posiadanie peta podwawelskiej grozi eksmisja na spoczynek nocny. Celem w piatek mialo byc znalezienie sie gdzies na miescie ze swidnickim warcholem i wirazka MackiemxSarmata + dostanie sie na pre Running Riot Fest (ex Ninja Fest) by obczaic Dirty Money. Z narysowana przez Dzikiego mapa i zyczeniem sobie w duchu ''powodzenia'' ruszylem w dzungle. Jak juz siedzialem w autobusie Maciek podal na siebie nowy namiar, ktorego na mapie nie mialem narysowanego wiec po wylodowaniu na przystanku poczolem sie jak bym byl w totalnej dupie ale po serii wskazowek i zwachaniu tropu trafilem gdzie trzeba. Maciejny mial biznes na Camden (dzielnica dla wszelkiej masci fikolow i transformersow) na ktorej to umiejscowiony jest Underworld czyli nasz punkt docelowy wiec ruszylismy z wolna w tamtym kierunku. Do koncertu zostalo nam jeszcze sporo czasu wiec wypadalo cos polezakowac i zjesc i tak tez zrobilismy. Po zaplaceniu za pizze margherite wielkosci duzej plyty winylowej 4ech funtow mozna bylo nam napisac na czolach ''frajer roku''. Niestety w okolicznych budkach z chinskim zarciem skonczyla sie  promocja na zestawy ''one pound'' to trza bylo sie czyms napchac malo skutecznie ale zawsze.  Podczas zeszlorocznej wizyty kobiety tam sprzedajace wymawialy ''one pound!one pound!one pound!'' z szybkoscia karabinu maszynowego. Bandy poprzedzajace DM nie byly fajne wiec chcielismy sie zjawic w klubie jak najpozniej co nam nie wyszlo za bardzo i w oczekiwaniu zamulilismy sie w srodku az niemilo. Underworld tego wieczora nie tak jak przez kolejne dwa dni byl nabity mlodzieza do pelna (ponoc 580 sprzedanych biletow). W tej zageszczonej atmosferze spotkalismy Polskie Orly i ruszylismy z nimi do pobliskiej jadlodajni. Gdy Adam (http://theessencehc.blogspot.com <- sprawdz) i Wojtek (http://itsforlife.blogspot.com <- tez sprawdz) napelniali swoje tacki ''glonami'' ja zajalem sie zdobywaniem artefaktow i z Tajskiego take away'a pozyczylem sobie paleczki, ktore wzbogacily moj kacik z pamiatkami. Dirty Money to moj faworyt jesli chodzi o tutejsze zespoly. To nie byl ich najfajniejszy gig na jakim bylem ale zagrali tak jak trzeba a pod scena i na dzieciaki robily se wskazana ''krzywde'' (foty http://www.allschools.de/showThumbs.php3?id=51784 i  http://romanlaris.com/dirtymoney.html. Bust!). Po wszystkim zjawil sie po nas niczym dobry papa smerf Dziki i zabral do noclegowni. Na dobry sen w drodze do domu skosztowalem w ''Ali Babie'' falafela no i to byl najlepszy falafel jakiego w zyciu jadlem. Nie jestem jakims specem i nie z wielu piecow go jadlem ale kebab Luksor w podziemiach warszawskiego Dworca Centralnego i amsterdamski Maoz moze isc na ryby tudziez zbierac stonke ziemniaczana. W sobote nasza wesola kompanie mial wzbogacic wspomniany zboj Molu i zwiekszyc liczbe Miodozerow na m2 do 3 sztuk. RunningRiot mial wystartowac o 13.00 i na ta mniej wiecej sie pod Underworldem ustawilismy. Karczmarz Pat po powrocie z silowni przygotowal nam strawe, ktorej jako, ze wczesniej zjadlem sniadanie lekko tylko dziubnalem niczym chora kurka. Zawiedziony moja naganna postawa wyposazyl nas jeszcze w batony spartan aka suszone mieso sojowe i ruszylismy zdobywac. No i sie nazdobywalismy. Wiedzac wczesniej, ze z okolo 20 zespolow chcemy zobaczyc gora 3,4 nie nastawialismy sie na fajerwerki. W tamtym roku sklad byl wyczesany jak pustynia w komedii ''Kosmiczne jaja'' a w tym taka padaka, ze powodowala ''pain in the ass'' jak mawia jeden typ z pracy. Ludzi tez jak kot naplakal na moje oko z ''deficytem widzenia barw''  okolo 250 typa i typeski. Pozytywnie zaskoczyl mnie Cold Snap. Redaktor GP mowil, ze jak skrzyzowanie NoWarning z Bio i tego pierwszego nawet polecialo na koniec  ''Ill Blood''. Potem dluuuuugie ziewy wiec w miedzyczasie poszlismy z Ratelami pobujac sie po tej wykreconej i  przeze mnie nie darzonej zbyt duza symatia dzielni. Znowu cos zaczelo sie dziac dopiero gdy zainstalowalo sie Deal Wit It. Wokal Mike poraz kolejny udowodnil, ze jest niezlym swirem. Wystepowal w koszulce z napisem "no war'' a na szyji zawieszone mial plastikowe granaty na lancuchu. Slinil sie troche i pierwsze kawalki spiewal z wielka melania na brodzie. Pozniej jeszcze wkladal winyle w gacie i roztrzaskiwal je o podloge. Kawalki z LP na zywo czad. Posrod malo wyraznych zespolow wczesniej w koncu byl hardcore. Po nich jako najwieksza atrakcja wieczoru mialo grac Billy Club Sandwich. Idiotyczna nazwa, Bronx, grubasy na gitarach, na wokalu wielki murzyn, z tego co sprawdzilismy wczesniej z myspace kwadratowe granie wiec z Mackiem postanowilismy sie bawic na ''najchujowszym zespole tego dnia''. No i okazalo sie, ze byli najfajniejszym zespolem tego dnia a wokalista cieszyl sie jak ja z pewexowych klockow Lego, ktore dostalem kiedys pod choinke. Pewnie byl pierwszy raz w Europie albo pierwszy raz ktos sie na nich bawil poza kumplami w NYC (http://uk.youtube.com/watch?v=jaNOKkeBzdQ). Po postanowilismy podzielic druzyne na 2 poddodzialy. Miszczu pogalopowal na wczesnijsza mete a ja z Janosikiem do jego starej jaskini w celu przekazania mi zdobycznych lupow. Slawomir pracowal dwa lata w londynskim szpitalu psychiatrycznym dla VIP'ow i zanim sie zwolnil zdazyl nachomikowac z dostaw jedzenia jakie odbieral do kuchni zapasy na ciezkie czasy + boombox. (Nie warte to bylo takiego zachodu ale wielkie dzieki za gest ziom. RATEL FOR LIFE!) W metrze powiedzial mi, ze na kolacje ma ''dwie czarne bulki'' to se zjemy. Po przybyciu na baze on zajal sie rozmowa telefoniczna ze swoja ''sarenka'' a ja obralem kierunek lodowka i wyjalem jakies czarne bulki. Poczatkowo sie zdziwilem, ze to nie grahamki tylko jakies babeczki slodkie o wygladzie i smaku ''murzynka''. Mysle se jak on to je z serkiem smietankowym i pomidorem to ja tez moge i zaczelem je kroic na plastry,smarowac tym serkiem i zagryzac pomidorem. Gdy juz konczylem ostatnia ''kromke'' Slawek wszedl do kuchni z grahamkami i sie spytal ''co ja robie?''. Pamietajcie zeby nie powtarzac tego w domu. Nie powtarzajcie tez naszej wycieczki z kurewsko ciezka walizka z jednym dzialajacym kolkiem, w deszcz, poglebiajacym sie przeziebieniem, problematyczna Oysterka na bramkach, remontami lini kolejki....Koncem koncow nie tak dluga droga do Dzikiego zajela nam ponad 2 godziny. W tym miejscu szacunek dla Dzikiego, ktory udostepnil nam swoja kuchnie do zrobienia sniadania. Takiego zoo tam chyba jeszcze nie mial. Znowu polaczywszy druzyne niczym Power Rangersi laczacy sie w Megazorda poraz trzeci i ostatni tego weekendu ruszylismy do mordoru. Tego dnia byla chyba najwieksza tragedia koncertowa. Ja chcialem byc tylko na No Turning Back grajece przed ostatni ale M chcial tam obadac cos jeszcze i siedzielismy w jaskini zlych dzwiekow jak te glaby. Ogolnie zalowalem, ze zle zagospodarowalismy te 2 dni festu. Moglismy jechac robic cokolwiek niz tam siedziec i zamulac. NTB grajace ''sick people''  wykrakalo jak sie bede czol przez najblizszy a w tym momencie mijajacy tydzien. Pozegnawszy sie z Ratelami ledwo zywego mnie odebral z pod klubu Dzikisan za co i za cala reszte ma szacun jak stad do Bartoszyc. W poniedzialek schorowany opuscilem LDN i udalem sie do MSN gdzie czekal na mnie moj swierzo przyleciany kamrat Gruby ale o tym obszerniej w nastepnym odcinku. Tak patrze ta notka jakas taka bardziej chaotyczna niz zwykle ale od tygodnia jade na czosnku i nie bardzo ogarniam to co sie dzieje. Nie fantastycznie bylo we wtorek pracowac z goroczka ale przetrwalem. Wlasnie zaczal sie listopad to se wlaczcie ''november rain'' G'n'R trzymajcie sie ramy i nie dajcie sie jesiennej traumie a ja z moim roommatem Lukaszem ide robic obiadokolacje. YO!     
 
moshi moshi kustosz i sushi


mapa do skarbca


golebie obcinaja swoje samice


nie tak szybko bo se palce pokaleczysz


pernamentna inwigilacja HWDP


titanic


co bylo pierwsze mewa czy jajko?


biznesmeni roku

grupa przestepcza malizny


cala polska czyta dzieciom


a z czego zrobisz kiszkę do tej kiełbasy? z pończochy?


hanging on the corner


jestem goraca 40sto letnia dojrzala kobieta i jeszcze raz chcialabym sprobowac twojego ciala


ratlerki


nie rob scen


doesn't matter to me 'cause i've already won


oi! oi! oi!


bylem na koncu swiata mamo


baton spartana


brzemie


dary dary losu


kleopatra jest krucha jak mucha muuuuuuucha


zyrandol jak w titanicu


wielka draka w chinskiej dzielnicy


arabskie ksiezniczki


huj po chinsku


ryze chlopaki


gang bang laki luk


smok wawelski


dawaj rybke kaflaro zajebana


po szklanie i na rusztowanie


delux


swiatla miasta
                                        
PS. Jadac z Mackiem kolejka trudno zebysmy wpadli na cos madrego i ze splitu dwoch megamozgow powstalo calkiem fajne haslo. Pamietajcie...


* nie pisalem o tym ale od 3 tygodni pracuje w magazynie z pocztowkami okolicznosciowymi. 4 dni w tygodniu od 13 do 19 a jak sa nadgodziny to od 9 albo 11 do tez 19. Chodze sobie z wozeczkiem laduje do niego pocztowki i pakuje je w kartony. Jak dla takiego lenia praca idealna. Kokosow nie ma ale narazie lepiej wylodowac nie moglem. WCH.

HEILOWEEN 2008



uczczony w ***** pizzeri ''osla laka''

STRAIGHT EDGE 2008

W piatek wieczorem czytajac opis gg pewnego bydgoskiego DD Reportera niechcacy dowiedzialem sie, ze tego dnia byl national edge day (http://en.wikipedia.org/wiki/National_Edge_Day). Nie wiem czy to fajnie czy nie ale kazda okazja do najebania sie jest dobra a, ze i moja krawedz ostra niczym dziadkowy kozik do scinania grzybow to czemu by nie poswietowac. Okazja do fety nadarzala sie w sobote czyli wczoraj bo akurat na mini trase po ZK udal sie Birds Of A Feather i jedna data wypadala w sasiednim Nottingham. W chwili obecnej nie umiem wymienic innego zyjacego zespolu o takiej zawartosci SE w SE wiec wpasowali sie idealnie w moje uczczenie tego jakze waznego dnia. Pewien mlodzieniec z miasta na N o ksywie na G jak Gacek, ktorego poznalem z jakis rok temu probujac razem desperacko dostac sie na gig Gorilli B. nawiazal ze mna niedawno kontakt i nadal w ostatniej chwili sygnal, ze koncert jest przeniesiony w inne miejsce i zaczyna sie o 13!!! Szybkie ogarniecie sie i stalem na przystanku gotowy do startu. Troche lipa bo nawet nie zdazylem poprzezucac stali no ale sluzba nie druzba. Sherwoodzki lacznik odebral mnie z punktu zbiorczego i uskutecznialismy proces integracji. Na tym placu na, ktorym ostatnio karmilem golebie tym razem tez swietowano i z wielkich namiotow sprzedawano kielbasy, burgery itp. stuff z lokalnych 
swiniopakow. Po pokazaniu se nawzajem chujowych tatuazy udalismy sie do Old Angel'a zobaczyc co jest grane. No i grane bylo Times Together czyli wokalista machal lapa jak Cappo a spiewal jak skrzyzowanie tegoz Capa z Zolim/Ignite. Nie bylo to jakies najgorsze ale najfajniej im wyszedl ''make a change'' YOT. Krotka przerwa na zapalenie kadzidelek (nienawidze tego zapachu) co by pachnialo Kryszna i z grubej dupy czyli Mainstrike'owym ''no passing phase'' zaczal BOAF. Zagrali jak zawsze czyli bardzo fajnie. Szkoda tylko, ze frekfencja byla tylko troche wyzsza od tej jak ta na ostatnich lekcjach w mojej klasie Technikum czyli naliczylem na sali z oboma zespolami, merchguyem i roadim 20 osob. Niedobrze. Za to bardzo  dobrze obrazowalo to co sie obecnie dzieje nie wiem jak w swiatowym ale na pewno polskim straight edge. Szkoda... Po tym kameralnym wydarzeniu kulturalnym udalismy sie w strone skateparku gdzie moj kompan wraz ze swoim wspolokatorem szlifowali murki i rampy. Gdy zmarzlismy dostatecznie mocno i prawie dostalem tyle razy obiecywanego wilka udalismy sie w strone domu Szeryfa co by uwolnic zamienionego w posag przez mieszkajaca nieopodal wiedzme Robina w kapturze. Ta sztuczka nam sie nie powiodla wiec zdecydowalem wracac do swej siedziby i dumac nad sposobami  zdjecia czaruzlego znad walecznego chlopaka Marion.
Zaczalem tego posta cytatatem Da Esencji to i w dobrym tonie by bylo w taki sam sposob go zakonczyc wiec: ''Hail dla tych, ktorzy sa STRAIGHT EDGE z wlasnego swiadomego wyboru nawet kiedy przestaje to byc takie zajebiste''. Ema judasze.

nie wiem co napisac


bgyvjhvnxdszvx


hare kryszna hare kryszna kryszna kryszna hare hare hare rama hare rama


dalej mantra


tlum jak na papiezu


kto ich nie mial?


moja podstawowka


getto


opowiesci z krypty


angielska zlota jesien


jak w nash bridges


this is spaaaaaaaaaaaarta!!!


sk8 str8




czemu hood? bo nie jadl makaronu


najstarsza zulernia w anglii


so this chapter is not finished


matko! i wiecej nie

MINAL TYDZIEN JESZCZE JEDEN RAZ

minal tydzien bardzo waznych spraw. Tak sie spiewalo kiedys w kosciele jak bylem ministrantem. Dwa miesiace bo dwa miesiace ale bylem i do CV mozna dopisac. Jak juz kosciol i CV to jest anegdotka taka. Kiedys za namowa brata Krzysztowa za pankroka zwanego Ogonem poszedlem na kurs komputerowy do Gminnego Centrum Informacji co stoi w sasiedztwie kosciola co tam bylem tym nieszczesnym ministrantem. No i na tym kursie trzeba bylo jako cwiczenie w wordzie napisac CV i zyciorys. Wtedy moimi jedynymi osiagnieciami w dziedzinie working class hero byly 1 dzien na truskawkach i 3 dni w zakladzie produkujacym okucia meblowe. Leb nie od parady to natrzaskalem o tym z pol strony. Przez te 3 dni wyjmowalem z metalowej skrzynki jakis bolec wkladalem go w otwor w maszynie, naciskalem noga pedal, bolec sie zginal i wrzucalem go do innej metalowej skrzynki. W zyciorysie podsumowalem to slowami ''ta czynnosc nauczyla mnie koordynacji po lini oko-reka-noga'' . Wogule okazalo sie, ze to jest dla ludzi, ktorzy nigdy nie mieli stycznosci z komputerem i nie wiem po co tam poszedlem ale kurs ukonczony i do biografii sie liczy... Mialem o tygodniu ale wiecie jak jest gadanie glupot silniejsze ode mnie. Miniony tydzien nie byl jakis obfity w wystrzalowe wydarzenia chyba, ze obejrzenie polowy filmow gangsterskich, zwiekszenie kg na sztandze i ilosc pochlanianego makaronu w dawce dziennej mozna za takie uznac. Faktem jest takze progres w kontaktach z przy domowa pania STOP. Wstrzymala ruch zebym z kolezanka mogl przejsc przez ulice. Smielismy sie my, smiala ona i smiali kierowcy. Szacunek. Zostalem tez biznesmenem. Daj mi 10 funtow a wyniose pol Tesco zarcia. Najwiekszym biznesmenem jakiego znam jest Krupek z ktorym troche przesiedzialem w lawkach podstawowki. Siedzielismy kiedys u niego w pokoju marnujac podrecznikowo zycie gdy wszedl jego wojek z Gdanska ze slowami ''biznesmenie Marku mam dla Ciebie prezenty'' i dal mu w reklamowce jednorazowce zepsutego starego walkmana firmy Panasonix i stara pomazana ksiazke o zeglowaniu. Innymi razami sprezentowal mu kolo do BMX'a gdzie ten nigdy takiego roweru nie mial, kask na budowe jaki nosil inzynier Karwowski a ostatnio zuzyta walizke.Typ jest mistrzem prezentow. A dzis na 13 ide do jakies pracy i mam nadzieje zarobic jakies grube dolary bo sie coraz szybciej fundusz emerytalny kurczy a to nie jest dobrze. Ema nygusy!

spochl troche pazur co? TCOB aka michux88 stajl

CZARNE CHMURY

troche nade mna. Niby weekend zaczal sie dobrze. Najpierw cofka z pod agencji do domu bo w ostatniej chwili jakis pracodawca nie potrzebowal tylu ludzi. Poranny spacer dobrze robi a i lepiej jest wlaczyc w piatek ''Friday'' i patrzec jak Ice Cube ze Smokeyem sie luzuja na ganku niz pracowac. Nastepnie postanowilem sobie kupic aparat cyfrowy bo ile mozna pozyczac od kogosa a blog bez zdjec to jak Bartoszyce beze mnie tudziez wesele bez muzyki. Troche porozgladalem sie za sprzetem w internecie ale za bardzo nic nie rozumialem wiec postanowilem kupic najtanszy, ktory wypatrzylem na wystawie po promocji. Nie na darmo mowi sie ''madry Polak po szkodzie'' bo jak juz kupilem ten aparat i poczytalem recenzje to nie byly jakos za specjalnie pozytywne ale ta jedna byla zadawalajaca ''Nadaje się tylko do typowych fotek na imprezie czy wycieczce ale nie przyniesie radości gdy postanowimy poeksperymentować z fotografią.'' bo w tej kwestii za duzych wymagan nie mam. Po zrobieniu kilku testowych strzalow stwierdzilem, ze sie nadaje na cos wiecej niz ugniatanie twarogu i jest spoko. Nastepna dobra rzecza a nawet bardzo dobra wydarzona bylo dostanie listu od pewnej ex kleosinianki, ktora w komentarzu gdzies tu odgrazala sie, ze mi cos wysle i wyslala i Nobel w dziedzinie matematyki jej za to. Ludzie powinni pisac sobie listy bo zaden emajl, sms, cos morsem albo to na czym Horacy w dr. Queen nadawal nie cieszy tak jak kawalek papieru z opowiescia zyciowa+dodatki. Sobota zaczela sie podobnie dobrze tyle, ze tym razem byl powrot dzieciak z przystanku autobusowego. Mielismy isc do tej samej roboty co zeszlego poranka tyle, ze mielismy zjawic sie w agencji wczesniej i wtedy wybiora nas. Los nie chcial zebysmy sie zjawili wczesniej i postanowil, ze tym razem autobus miejski wsiaknie niczym moj olej (mamy w hotelu skrytozerce i co najdziwniejsze to nie jestem ja. Gdzie polakow 7 tam jedzenie ginie jak mowi przyslowie.) i bede mial wolne. Niektorzy moga o wolnej sobocie tylko pomarzyc a ja dostalem ja za friko. Zasnac ciezko jak juz sie obudzi o 6 wiec wlaczylem film i do konca dnia mialem na koncie obejrzanych 5. To chyba to nazywaja kinem domowym. Chyba otworze polonijne kino w pokoju. Nazwe je ''Wolnosciowe Kino Greenpoint' a w swieta narodowe bede tu puszczal koncerty Krawczyka. Wiec z tej piatki wybil sie zdecydowanie ''City Of Soleil''. Przy ichnych czarnych chmurach moje sa bielsze od KuKluxKlanu ale to nie powod zeby se troche nie ponarzekac. A teraz jest czas na to. Wiec szeryf znowu wyprawial bal... nie dobra juz bez macenia wody. Znowu byl gig w Nottingham. Ty razem o zgrozo mialo grac 15 kapel a start o 14.00. Dzien nienajlepszy na podroze kulinarne bo deszczowy i liscie na ulicy a do tego wyprawa z druzyna pierscienia tyle ze bez druzyny i bez pierscienia czyli samemu. Sklad biedny ratowany jednynie przez Deal With It i mlody napizdzajacy w podobie do S&T/Right Brigade IRONCLAD (www.myspace.com/ironcladhc) wiec warunki <<< hardcore i ruszylem. Po odebraniu zabookwanego wczesniej biletu udalem sie do klubu i jakis gosc, ktory wypisywal na tablicy grajace tego dnia zespoly zapomnial chyba o tych na ktore tam pojechalem.Pytanie o co chodzi i odpowiedz, ze 3 zespoly odpadly z puli. ''What im doing here?'' i poszedlem sie pokrecic po miescie. Na ulicach ludzi wiecej niz fanow Boys na tegorocznych Dniach Bartoszyc. W tlumie spotkalem poznanych tydzien temu Alexa i jego kolege nie Alexa od ktorych to dowiedzialem sie, ze jednak koncert Damaged Goods sie odbyl tyle, ze ''miles miles aways'' od miejsca w ktorym planowo mial byc i po wykonaniu kilku telefonow udalo im sie tam trafic..Ogolnie to wloczylem sie bez celu karmiac golebie na dosyc fajnym placu. Jak juz mialem bilet to wypadalo chociaz na chwile isc zobaczyc co sie dzieje w starym aniole. Trafilem na pol ostatniego kawalka jakiegos zespolu, ktorego z konca sali nie bylo prawie widac i slychac. Jak sie okazalo to dopiero 5 zespol zza dlugiej kolejki. W distro wypatrzylem 86 Mentality i chyba lepszym akcentem jak kupienie ichnej EPki nie moglem podsumowac tego dosyc niefartownego dnia. Po zakupach udalem sie w droge powrotna Troche sie nakrecilem na ten gig bo z nowym matexem DWI jeszcze nie widzialem a biorac pod uwage wielkosc klubu, ilosc dzieciakow (jakas 100tka) i to co sie zawsze przy nich dzialo moglo byc niezle wiec z wyprawy wrocilem na tarczy... A dzis znowu mielismy isc do tej pracy i znowu nie przyjechal autobus i po teleportacji pod agencje z buta okazalo sie, ze do trzech razy sztuka ale tylko dla moich sasiadek. Podsumowanie. Nienawidze Nottingham, rannego wstawania po nic i rozladowanych baterii w aparacie, ktorym niczym skosnooki turysta na wakacjach pstryknalem kilka fot. YO! 

ludzie listy pisza


nie wiem co to ale wyglada jak kwadrat szeryfa
  

skus baba na dziada


niby lodziarz ale na bank diler albo pedofil


bialy dom


morskie oko to nie jest ale tez fajne


plac, ludzie, latajace szczury i wiekszy budynek


no bujamy się! no! no! no! no bujaj! bujaj! bujaj! bujaj! no bujaj! bujaj!


gdzie jest nemo?


gdzie idziecie?


parada rownosci


stary aniol i jeszcze moze


born to fuckin' lose


PS. Za furtka do naszego domu od razu jest przejscie dla pieszych. Na tym przejsciu najlepsza fuche na swiecie ma pewna pani STOP. Jak powszechnie wiadomo sam chcialbym to robic  i naturalnie jej zazdroszcze. Powiedzialem jej dzis ''good morning'' moze jak sie z nia zaprzyjaznie to szepnie o mnie slowo dla szefa pan i panow STOP... 
PS.2. Grig podczas pewnego powrotu z sopockiej potancowki po zazyciu uzywek legalnych i nie zagadal pod budka z zapiekankami  do przypadkowej pary kupujacej hamburgery i ten dialog wygladal tak:
- lubicie jesc mieso? 
- tak lubimy. a ty lubisz?
- nie ja nie lubie
- co jestes wegetarianinem?
- nie nie jestem
- a co jesz ryby?
- jo. ja jestem ryba (wskazujac palcem na mnie) a to jest piskorz
i taki mniej wiecej jest jego blog ----->>> http://trerefere.blogspot.com/

ADAM SYN TADEUSZA I HENRYKI

Przed wyjazdem kopsnalem mojej swietej rodzicielce kilka funtow co by se kupila sportowe buciwo. Nogi juz nie na obcasy a w takich to i kosciol oprzatnac mozna i na pielgrzymke skiknac .Mama oczywiscie nie byla by soba tak jak ja nie byl bym soba gdyby zrobila to co zrobic ma i kupila se obuwie zdeka inne od zamierzonego. Jako goraca fanka radia zarzadzanego przez ojca derektora z siedziba w miescie w ktorym prawie bym studiowal gdyby mi sie na egzaminie wstepnym lekko noga nie podwinela dokupila sobie kolejny berecik zaznaczajacy jej przynaleznosc do katolickiego DMS'u. Poprzez siostre mama odrazu po zakupach pochwalila mi sie na gadu gadu jak spozytkowala kieszonkowe. Chcialem zobaczyc co tam se upolowala i powiedzialem zeby zrobili jakies foty tym kamaszom. No i zrobili. Dobrze, ze nic akurat nie jadlem bo bym zaplul monitor makaronem a tak tylko se obsralem zbroje. Mamo tato jestescie stuk puk i najbardziej wyluzowanymi rodzicami jakich kiedykolwiek mialem. Full of love full of respect. Calujcie sie! Nastepnie moj starszy brat tak jakbym mial mlodszego kupil se nowa kurtke i tez postanowil mi sie pochwalic. Akurat wczoraj myslalem zeby se sciagnac Top Gun ale widze, ze jak zawitam do domu nakrecimy jakis sequel...Pozdrawiam Waszych zawiedzionych rodzicow.    
-Adam syn pierwszej spawarki Rzeczypospolitej

straganiarze


maverick

 
PS. now who the hell knows where I'd be without the branches of my family tree
PS.2. Troche nie w temacie tego posta ale who cares. Pewien skoczny mieszkaniec najsliczniejszego regionu Polski, ktory jest dla mnie nie mala inspiracja choc czesto mamy odmienne zdanie zalozyl dzis wlasnego bloga. Jesli Ci sie nie podoba wyłacz jak masz dreszczyk http://travelmypath.blogspot.com .