?

Log in

No account? Create an account

Previous Entry | Next Entry

BIG CITY LIFE

Po lekkich zawirowaniach zwiazanych z akomodacja za to z bez problemowym dostaniem wolnego w pracy* w zeszly czwartek pojawilem sie w Londynie. Poczatkowo mialem koczowac w przyczolku londynskiego jednoosobowego oddzialu RatelCrew w postaci XIV wcielenia Janosika czyli Slawomira M. notowanego w kronikach murgrabii pod zbojecka ksywa Molu. Jako, ze temu sympatycznemu karzelkowi troche sie skomplikowal plan dzialania w ostatniej chwili dach nad glowa, wikt i opierunek zapewnil nieoceniony koks i instalator sieci na ziemi podlaskiej crustowiec Dziki.
Zanim doszlo do odebrania mnie z punktu zrzutu spedzilem na stacji PKS ''Victoria'' 4 godziny. Majac doswiadczenie w siedzeniu na dworcach czasem po 12 godzin i wyrobieniu se cierpliwosci te 4 minely dosyc szybko i byly pelne wrazen. Przezylem dwa zamachy terrorystyczne. Najpierw do okna przy ktorym siedzialem podbieglo szybko dwoch mlodych Arabow z lap topem ale moje przypuszczenia, ze chca cos zdetonowac okazaly sie bledne. Szukali pewnie zasiegu i niepotrzebnie podskoczylem na lawce. Pomylilem sie takze gdy kolejny krecil sie w kolko ze zlozona gazeta w ktorej jak sie okazalo nie bylo dynamitu tylko Snikers. Do jedostek szybkiego reagowania to ja sie chyba nie nadaje. Koncem koncow czy moze poczatkiem poczatkow pobytu pojawil sie Patryk i zachaczajac o dworcowa budke z sushi zawinal mnie na chawire. Po krotkim odpoczynku i zrzuceniu niepotrzebnego balastu wyruszylismy na wieczorny obchod dzielni. Kilka przystankow w ktorych moj gospodarz musial zapchac kiche co by nie spadla bardziej masa i powrot do weganskiej willi gdzie posiadanie peta podwawelskiej grozi eksmisja na spoczynek nocny. Celem w piatek mialo byc znalezienie sie gdzies na miescie ze swidnickim warcholem i wirazka MackiemxSarmata + dostanie sie na pre Running Riot Fest (ex Ninja Fest) by obczaic Dirty Money. Z narysowana przez Dzikiego mapa i zyczeniem sobie w duchu ''powodzenia'' ruszylem w dzungle. Jak juz siedzialem w autobusie Maciek podal na siebie nowy namiar, ktorego na mapie nie mialem narysowanego wiec po wylodowaniu na przystanku poczolem sie jak bym byl w totalnej dupie ale po serii wskazowek i zwachaniu tropu trafilem gdzie trzeba. Maciejny mial biznes na Camden (dzielnica dla wszelkiej masci fikolow i transformersow) na ktorej to umiejscowiony jest Underworld czyli nasz punkt docelowy wiec ruszylismy z wolna w tamtym kierunku. Do koncertu zostalo nam jeszcze sporo czasu wiec wypadalo cos polezakowac i zjesc i tak tez zrobilismy. Po zaplaceniu za pizze margherite wielkosci duzej plyty winylowej 4ech funtow mozna bylo nam napisac na czolach ''frajer roku''. Niestety w okolicznych budkach z chinskim zarciem skonczyla sie  promocja na zestawy ''one pound'' to trza bylo sie czyms napchac malo skutecznie ale zawsze.  Podczas zeszlorocznej wizyty kobiety tam sprzedajace wymawialy ''one pound!one pound!one pound!'' z szybkoscia karabinu maszynowego. Bandy poprzedzajace DM nie byly fajne wiec chcielismy sie zjawic w klubie jak najpozniej co nam nie wyszlo za bardzo i w oczekiwaniu zamulilismy sie w srodku az niemilo. Underworld tego wieczora nie tak jak przez kolejne dwa dni byl nabity mlodzieza do pelna (ponoc 580 sprzedanych biletow). W tej zageszczonej atmosferze spotkalismy Polskie Orly i ruszylismy z nimi do pobliskiej jadlodajni. Gdy Adam (http://theessencehc.blogspot.com <- sprawdz) i Wojtek (http://itsforlife.blogspot.com <- tez sprawdz) napelniali swoje tacki ''glonami'' ja zajalem sie zdobywaniem artefaktow i z Tajskiego take away'a pozyczylem sobie paleczki, ktore wzbogacily moj kacik z pamiatkami. Dirty Money to moj faworyt jesli chodzi o tutejsze zespoly. To nie byl ich najfajniejszy gig na jakim bylem ale zagrali tak jak trzeba a pod scena i na dzieciaki robily se wskazana ''krzywde'' (foty http://www.allschools.de/showThumbs.php3?id=51784 i  http://romanlaris.com/dirtymoney.html. Bust!). Po wszystkim zjawil sie po nas niczym dobry papa smerf Dziki i zabral do noclegowni. Na dobry sen w drodze do domu skosztowalem w ''Ali Babie'' falafela no i to byl najlepszy falafel jakiego w zyciu jadlem. Nie jestem jakims specem i nie z wielu piecow go jadlem ale kebab Luksor w podziemiach warszawskiego Dworca Centralnego i amsterdamski Maoz moze isc na ryby tudziez zbierac stonke ziemniaczana. W sobote nasza wesola kompanie mial wzbogacic wspomniany zboj Molu i zwiekszyc liczbe Miodozerow na m2 do 3 sztuk. RunningRiot mial wystartowac o 13.00 i na ta mniej wiecej sie pod Underworldem ustawilismy. Karczmarz Pat po powrocie z silowni przygotowal nam strawe, ktorej jako, ze wczesniej zjadlem sniadanie lekko tylko dziubnalem niczym chora kurka. Zawiedziony moja naganna postawa wyposazyl nas jeszcze w batony spartan aka suszone mieso sojowe i ruszylismy zdobywac. No i sie nazdobywalismy. Wiedzac wczesniej, ze z okolo 20 zespolow chcemy zobaczyc gora 3,4 nie nastawialismy sie na fajerwerki. W tamtym roku sklad byl wyczesany jak pustynia w komedii ''Kosmiczne jaja'' a w tym taka padaka, ze powodowala ''pain in the ass'' jak mawia jeden typ z pracy. Ludzi tez jak kot naplakal na moje oko z ''deficytem widzenia barw''  okolo 250 typa i typeski. Pozytywnie zaskoczyl mnie Cold Snap. Redaktor GP mowil, ze jak skrzyzowanie NoWarning z Bio i tego pierwszego nawet polecialo na koniec  ''Ill Blood''. Potem dluuuuugie ziewy wiec w miedzyczasie poszlismy z Ratelami pobujac sie po tej wykreconej i  przeze mnie nie darzonej zbyt duza symatia dzielni. Znowu cos zaczelo sie dziac dopiero gdy zainstalowalo sie Deal Wit It. Wokal Mike poraz kolejny udowodnil, ze jest niezlym swirem. Wystepowal w koszulce z napisem "no war'' a na szyji zawieszone mial plastikowe granaty na lancuchu. Slinil sie troche i pierwsze kawalki spiewal z wielka melania na brodzie. Pozniej jeszcze wkladal winyle w gacie i roztrzaskiwal je o podloge. Kawalki z LP na zywo czad. Posrod malo wyraznych zespolow wczesniej w koncu byl hardcore. Po nich jako najwieksza atrakcja wieczoru mialo grac Billy Club Sandwich. Idiotyczna nazwa, Bronx, grubasy na gitarach, na wokalu wielki murzyn, z tego co sprawdzilismy wczesniej z myspace kwadratowe granie wiec z Mackiem postanowilismy sie bawic na ''najchujowszym zespole tego dnia''. No i okazalo sie, ze byli najfajniejszym zespolem tego dnia a wokalista cieszyl sie jak ja z pewexowych klockow Lego, ktore dostalem kiedys pod choinke. Pewnie byl pierwszy raz w Europie albo pierwszy raz ktos sie na nich bawil poza kumplami w NYC (http://uk.youtube.com/watch?v=jaNOKkeBzdQ). Po postanowilismy podzielic druzyne na 2 poddodzialy. Miszczu pogalopowal na wczesnijsza mete a ja z Janosikiem do jego starej jaskini w celu przekazania mi zdobycznych lupow. Slawomir pracowal dwa lata w londynskim szpitalu psychiatrycznym dla VIP'ow i zanim sie zwolnil zdazyl nachomikowac z dostaw jedzenia jakie odbieral do kuchni zapasy na ciezkie czasy + boombox. (Nie warte to bylo takiego zachodu ale wielkie dzieki za gest ziom. RATEL FOR LIFE!) W metrze powiedzial mi, ze na kolacje ma ''dwie czarne bulki'' to se zjemy. Po przybyciu na baze on zajal sie rozmowa telefoniczna ze swoja ''sarenka'' a ja obralem kierunek lodowka i wyjalem jakies czarne bulki. Poczatkowo sie zdziwilem, ze to nie grahamki tylko jakies babeczki slodkie o wygladzie i smaku ''murzynka''. Mysle se jak on to je z serkiem smietankowym i pomidorem to ja tez moge i zaczelem je kroic na plastry,smarowac tym serkiem i zagryzac pomidorem. Gdy juz konczylem ostatnia ''kromke'' Slawek wszedl do kuchni z grahamkami i sie spytal ''co ja robie?''. Pamietajcie zeby nie powtarzac tego w domu. Nie powtarzajcie tez naszej wycieczki z kurewsko ciezka walizka z jednym dzialajacym kolkiem, w deszcz, poglebiajacym sie przeziebieniem, problematyczna Oysterka na bramkach, remontami lini kolejki....Koncem koncow nie tak dluga droga do Dzikiego zajela nam ponad 2 godziny. W tym miejscu szacunek dla Dzikiego, ktory udostepnil nam swoja kuchnie do zrobienia sniadania. Takiego zoo tam chyba jeszcze nie mial. Znowu polaczywszy druzyne niczym Power Rangersi laczacy sie w Megazorda poraz trzeci i ostatni tego weekendu ruszylismy do mordoru. Tego dnia byla chyba najwieksza tragedia koncertowa. Ja chcialem byc tylko na No Turning Back grajece przed ostatni ale M chcial tam obadac cos jeszcze i siedzielismy w jaskini zlych dzwiekow jak te glaby. Ogolnie zalowalem, ze zle zagospodarowalismy te 2 dni festu. Moglismy jechac robic cokolwiek niz tam siedziec i zamulac. NTB grajace ''sick people''  wykrakalo jak sie bede czol przez najblizszy a w tym momencie mijajacy tydzien. Pozegnawszy sie z Ratelami ledwo zywego mnie odebral z pod klubu Dzikisan za co i za cala reszte ma szacun jak stad do Bartoszyc. W poniedzialek schorowany opuscilem LDN i udalem sie do MSN gdzie czekal na mnie moj swierzo przyleciany kamrat Gruby ale o tym obszerniej w nastepnym odcinku. Tak patrze ta notka jakas taka bardziej chaotyczna niz zwykle ale od tygodnia jade na czosnku i nie bardzo ogarniam to co sie dzieje. Nie fantastycznie bylo we wtorek pracowac z goroczka ale przetrwalem. Wlasnie zaczal sie listopad to se wlaczcie ''november rain'' G'n'R trzymajcie sie ramy i nie dajcie sie jesiennej traumie a ja z moim roommatem Lukaszem ide robic obiadokolacje. YO!     
 
moshi moshi kustosz i sushi


mapa do skarbca


golebie obcinaja swoje samice


nie tak szybko bo se palce pokaleczysz


pernamentna inwigilacja HWDP


titanic


co bylo pierwsze mewa czy jajko?


biznesmeni roku

grupa przestepcza malizny


cala polska czyta dzieciom


a z czego zrobisz kiszkę do tej kiełbasy? z pończochy?


hanging on the corner


jestem goraca 40sto letnia dojrzala kobieta i jeszcze raz chcialabym sprobowac twojego ciala


ratlerki


nie rob scen


doesn't matter to me 'cause i've already won


oi! oi! oi!


bylem na koncu swiata mamo


baton spartana


brzemie


dary dary losu


kleopatra jest krucha jak mucha muuuuuuucha


zyrandol jak w titanicu


wielka draka w chinskiej dzielnicy


arabskie ksiezniczki


huj po chinsku


ryze chlopaki


gang bang laki luk


smok wawelski


dawaj rybke kaflaro zajebana


po szklanie i na rusztowanie


delux


swiatla miasta
                                        
PS. Jadac z Mackiem kolejka trudno zebysmy wpadli na cos madrego i ze splitu dwoch megamozgow powstalo calkiem fajne haslo. Pamietajcie...


* nie pisalem o tym ale od 3 tygodni pracuje w magazynie z pocztowkami okolicznosciowymi. 4 dni w tygodniu od 13 do 19 a jak sa nadgodziny to od 9 albo 11 do tez 19. Chodze sobie z wozeczkiem laduje do niego pocztowki i pakuje je w kartony. Jak dla takiego lenia praca idealna. Kokosow nie ma ale narazie lepiej wylodowac nie moglem. WCH.

Comments

( 6 comments — Leave a comment )
(Anonymous)
Nov. 1st, 2008 05:41 pm (UTC)
piekna chaotyczna relacja. niczym piotr krasko zapomniales dodac cos o myciu :P
a co do walizki to pamieaj ze TA RACZKE SI WYCIAGA
pozdr od zebry
(Anonymous)
Nov. 2nd, 2008 04:36 am (UTC)
OG Osiolek
mowisz o tym myciu jakbys byla sterowana przez moich wrogow politycznych:)
(Anonymous)
Nov. 2nd, 2008 05:22 am (UTC)
teraz jak kolega Łukasz aka Gruby przyjechał to nie dość, że wrócisz przykoksowany to jest z wydziabany na mordzie hehe

Baxus
(Anonymous)
Nov. 2nd, 2008 05:24 am (UTC)
nie "jest", tylko "jeszcze" powinno tam być, kurwa zawsze coś zrobię źle przy tych komentach tu hyhy
(Anonymous)
Nov. 3rd, 2008 02:59 pm (UTC)
wszystko ok, ale kurwa, nie wiem czy widzisz, ze jedna fote mamy z... MURZYNEM! wtf? biala sila ie?
(Anonymous)
Nov. 3rd, 2008 09:01 pm (UTC)
1. szacunek za fote z murzynem!
2. miszczu ma spoko kurtalke! gdybym miala siusiaka, pewnie sama bym w takiej smigala po stolycy
3. pizza wyglada jak gowno, mogles nie wrzucac tego zdjecia
4. kiedys zbieralam pocztowki, wez mi zakos jakas z koniem :D
5. eddie vedder to hipis! WSTYD!

/ mazy
( 6 comments — Leave a comment )

Profile

chaosxdays
chaosxdays

Latest Month

December 2008
S M T W T F S
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Page Summary

Powered by LiveJournal.com
Designed by chasethestars