?

Log in

No account? Create an account

WYSPA SKARBOW

Kurde czulem, ze jestem dzieckiem szczescia. Ok, OK zlamalem se zeba jedzac pizze, ugryzl mnie 2 razy ten sam pies, scentrowalem oba kola po 5 minutach jazdy w nowym rowerze brata, taka jedna zlamala mi serce w moje 16 urosrodziny, nabilem sie na zaostrzony kij stopa w rzece, ktory kilka godzin wczesniej sam wbijalem w dno, w 13 urodziny lezalem w szpitalu na salmonelle, napilem sie skislej karotki, zsikalem sie w majtki jak szczuli mnie tym gryzacym psem kolo poczty, nie zalapalem sie na osiedlowe macanko ''Anki cyganki'' w namiocie, gdy bozia rozdawala talenty poszedlem po chrust do lasu itd...ale nie kazdy smiertelnik jest obsypywany takim bogactwem jednego dnia. Nawet jedzenie w jednej jadlodajni z pieciu roznych talerzy od pieciu roznych osob nie jest porownywalnym usmiechem losu do skarbu jaki znalazlem w nie pozornej reklamowce stojacej w kacie przy wielkiej pustej walizce w domowej silowni. Nawet kapitan Jack Sparrow (lubie filmy z Johnny Deppem wlasnie mi sie ''Truposz'' sciagnal) nigdy by na takie blyskotki nie trafil. Ogolnie troche sie wacham zeby powiedziec i pokazac co to bo wiem, ze bedziecie mi zazdroscic a przez nierozwage podalem publicznie adres i moga byc wlamy.... A raz Oslu zatrucie pokarmowe co mi tam i tak od kad trzymam makaron w pokoju czyli w sumie od dzis spie z jednym okiem otwartym czyli dzis dopiero bedzie pierwsza noc. Cokolwiek. No.1 wykopaliska jest czarna zimowa czapka z daszkiem. Totalny czad a wygladam w niej cool i crazy. 2 miejsce na podium zajmuja klapki na rzepy. Jeden jest troche porwany ale nikt nie jest doskonaly i sie zszyje tak?. Do czolowki zwyciezcow zalicza sie jeszcze worek na kosmetyki. W puli jest jeszcze recznik, przezroczytsta saszetka na kosmetyki tez, pianka do golenia, zel po tym najgorszym na swiecie zabiegu i szampon do wlosow. FUCK ME! Nawet Onassis czy inny MicroGates moglby mi teraz klapki wiazac. Lesinski mozesz teraz rozpowiadac, ze Wieczorki nie dosc, ze maja 2 lodowki, 2 komputery to najmlodsze dziecko oplywa za granica w luksusach. Ogolnie bym Was wszystkich pozdrowil i powiedzial YO! ale musze wracac do skarbca i ostrzyc kose gdyby ktorys z Was bieduny chcial mnie okrasc. 
              
my precious


air max'y


sakwy na zdobyczne pokarmy


chanel No. 5


PS. Wszystkie kosztownosci nalezaly wczesniej do Loczka. Niby znalezione wczoraj ale  tak sie sklada, ze dzis dzien chlopaka a ja nie dostalem nic to potraktuje to jako prezent.
PS.2.. Jaram sie ta czapa. Pasuje do wszystkiego.

NIESZCZESCIA CHODZA PARAMI

Ta teze potwierdzilo dzis czterech cyfrowo 4 poszukiwaczy hardcoreu w Sherwoodzkim lesie....A wiec wybralismy sie z Malym Johnem w odwiedziny do szeryfa z Nottingham. Kuszeni jego zaproszeniem na bal gdzie obiecywanej swininy i napitoku pod dostatkiem a do kotyliona przygrywac mialo Damaged Goods wspomagane przez wyrabiajacy sie w paleniu wiosek Fast Point do tego majac sobote wolna od grabierzy w przydroznych Green Wayach dlugo sie nie zastanawialismy. Droga byla latwa i przyjemna, kon pil malo jeno Johnu troche sie pierdzialo ale kto w jego wieku nie pierdzial? Po dotarciu w okolice zamku problemem bylo znalezienie jakiejs bazy dla naszego siwka ale dalo rade i ulokowalismy go w przytulnej stajni. Nawet syn Marii by mu zazdroscil. Przemierzywszy progi imprezowni okazalo sie, ze chuj warchlaki strzelil potancowki nie bedzie. Chwile pozniej pojawilo sie jeszcze dwoch zaproszonych gosci tyle, ze z angielskiego oddzialu korsarzy i polaczywszy sily poszlismy sprawdzic sasiednia gospode czy aby tam szeryf nie przeniosl bibki chcac zrobic niespodzianke. Niestety pech chcial, ze bal definitywnie odwolany i wracac nam ku obozowisku trza. Pozegnawszy naszych nowych kompanow wrocilismy po konia i zaplacilismy za jego 30 mintuowe przechowanie wiecej niz on wart. Stracilismy troche talarow na darmo ale sie rychlo odkujemy. Zeklem. Robin z OGR.

zaproszenie


maly pierdzacy john  


alex i yyyy ... nie alex


dzika banda


black crack whores


drzwi


PS. Nie jest latwo wymowic The Prodigy.

ARBEIT MACHT FREI

Gdyby uznac slowa ''i'm free man'' wypowiedziane podczas wymiany pogladow do menadzera fabryki w ktorej przyszlo mi spedzic pochmurna srode to pierwszy raz w moim chudym zyciu praca uczynila mnie ''wolnym''.  Wszystko zaczelo sie we wtorek gdy postanowilem isc zobaczyc jak to sie pracuje po tak dlugich wakacjach. Na 9.30 ja + moje wspollokatorki o kryptonimach Magda i Kasia mielismy pojawic sie w agencji. Gdybym wiedzial, ze przez godzine bede ogladac film o tym jak sie myje rece i nosi gumiaki to bym sprawdzil jak sie pracuje na youtube. Po okolo 2 godzinach tam spedzonych dowiedzielismy sie, ze zaczynamy od jutra od 6 rano co znaczylo, ze o 5 mamy byc na bus station gdzie czekac beda taxowki, ktore dowioza nas do pracobudynku znajdujacego sie w Newark. Kto czytal ksiazke ''Sprawa Honoru'' lub interesuje sie historia ten wie, ze w miescie tym znajduje sie osiedle m1 bez okien tzw. cmentarz gdzie pochowana jest najwieksza liczba polskich lotnikow (okolo 300) walczacych podczas II wojny swiatowej na niebie nad ta i o ta wyspe. Wiedzac, ze mam isc do pracy musialem sie jakos zmotywowac i  przed snem odpalilem sobie nic innego jak film sponsorowany przez wyzej wymieniona liczbe czyli ''300''. Dostawszy instrukcje przetrwania od Spartan bez bolu wstalem o 4.30 zwarty i gotowy do treningu pytona. Czterdziestominutowa podroz barka desantowa przebiegla na sluchaniu narzekajacych rodakow ale w koncu dobilismy do brzegu....a na brzegu wcale nie bylo weselej. Jako, ze byla to fabryka budujaca paczki, ciastka z kremem itp. szame dla Tesco ( http://www.laurens.co.uk/) trzeba bylo wkasac odziez ochronna. Po zalozeniu dwoch czepkow na glowe, fartucha i gumiakow czolem sie jak mleczarz. Brakowalo tylko zeby mi dali do wydojenia Mucke. Niestety nie mialem tego dnia masowac cyckow tylko jak sie okazalo dostac najciezsza fuche na hali. Gdy jedni kladli na tasme jakies ciasteczka, inni kapali na to dzemem, jeszcze inni niz ci inni wczesniej wkladali te ciasteczka do plastikowego pudeleczka ja musialem wylapywac na koncu lini nr. 1 duze plaskie ciasta (takie niby serniki), zdjac z nich metalowa ramke, wrzucic odwrocona ramke na stojak a ciasto wsunac na inny stojak. Wszystko by bylo prostsze gdyby te stojaki mi ktos podsuwal, tasma jechala troche wolniej a ''serniki'' byly troche lzejsze. Ale nie po to ogladalem Spartan w akcji zeby okazywac slabosc wiec przyjalem to za bardzo dobry poligon bo im bardziej do dupy praca na starcie tym bardziej doceni sie ta lzejsza pozniej. Po jakis 4 godzinach gdy doszedlem do perfekcji w przezucaniu typ postanowil mnie zmienic. Oczywiscie za proste by bylo isc jak ludzie z innych lini na przerwe wiec musialem pchac te zapelnione ciastami wazace mysle po 100 kg stojaki do smierdzacej chlodni i w taki sposob pierwsza przerwe mialem dopiero o 11.30. Na przerwie  wypilem chyba z 5 kubkow roznych kaw, herbat i sokow z automatu bo byly za darmola wiec hulalem do woli. Po 30 minutowym odpoczynku nalewalem z wielkiej kadzi do wiadra bialy gesty szlam, ktory chwile pozniej przelewalem do jakiejs maszyny mieszajcej i powstawala z tego bita smietana czy cos w ten desen. Patrzac na to naszla mnie refleksja ale nie taka jak o wierszu Wislawy Szymborskiej z ktorego napisalem w 8 klasie podstawowki wypracowanie na polski lecace w calosci tak ''Wiersz Wislawy Szymborskiej pt. ''Minuta ciszy po Ludwice Wawrzynskiej'' wzruszyl mnie bo nauczycielka oddala swoje zycie za uczniow''  tylko taka, ze jesli tak wyglada proces powstawania jakiegokolwiek jedzenia w tych czasach to nie powinna dziwic ilosc rakow i innych gowien. Ogolnie to byl moj pierwszy i mam nadzieje ostatni dzien w fabryce jedzenia. Nawet nie chce wiedziec jak konstruuja <3 sojowy bekon <3 bo chyba bede musial obsiac ojcowa dzialke metoda trojpolowki i jak to deklarowalem na komisji przyznajacej sluzbe zastepcza sam sobie robic jedzenie bo nikomu nie ufam. Kupa. Mniejszy kupa to to, ze typ, ktory dopiero co stanal na stanowisko na ktorym ja sie pocilem kilka godzin nie ogarnia i potrzebuje zmiany. Musialbym miec inaczej na nazwisko albo byc mniej czarny zeby nie padlo na mnie. Byc moze gdyby przy tej lini nie robilo jeszcze 6 innych typow, ktorzy tego dnia na tym nienajfajnijszym stanowisku nie stali i gdyby 300 kilkanascie godzin wczesniej nie zrylo mi troche gliniaka to bym sie zgodzil a tak po koleji podchodzili jacys wyzsi ranga i probowali mi cos przetlumaczyc a ja uniesiony honorem tylko mowilem, ze albo mi znajda inne stanowisko albo stamtad wychodze. Po lekkim zamieszaniu postawili mnie przy tasmie nr. 5 i moja pozycje nazwalem ''ciastus''. Nabieralem do takiego plastikowego kubka mase z duzego kubla i wyrzucalem zawartosc na ciemne cienkie ciasto stajace sie w efekcie koncowym rolada. W trakcie tej interesujacej czynnosci zgarnal mnie do swojego biura wspomniany na poczatku menadzer  i jeszcze z dwoma personami probowali dojsc ze mna do porozumienia ale nam troche nie wyszlo i moja kariera ciaskarza miala o 17 dobiec konca. Do tej pory mialem isc jeszcze na kolejna przerwe na ktorej wychleptalem kolejnych kilka kubelkow darmowych smakolykow i dokonczyc robote na tasmie. Po brejku nie robilismy juz rolad tylko jakies buleczki. Moje zadanie polegalo na wkladaniu podluznej buleczki na papierowa podstawke, obkrecanie tego combo z pozycji pionowej na pozioma i dziewczyna dalej posypywala to cukrem pudrem. Ta czynnosc odmozdzala mnie skutecznie niczym spotkania z Michalem Kwiatkowskim. Poraz kolejny moglem poczuc sie jak moj mistrz duchowy Gordon z ''Freddy got fingered''  (http://uk.youtube.com/watch?v=l_Mc63WEOik) i tym o to sposobem odnioslem kolejny osobisty sukces. Moral tej przydlugiej opowiesci: jesli chcesz pracowac i zarobic nie ogladaj 300 tylko zapusc wasa.THIS IS SPARTA!!!  

PS.Wszystkie czynnosci wykonane tego dnia byly latwiejsze od znalezienia zielonego guzika, ktory mialem wdusic zeby uruchomic maszyne.
 

NIE LUBIE PONIEDZIALKU


Tak naprawde to gdy nie musze isc do pracy a od listopada zeszlego roku mam urlop to jest mi wszystko jedno co za dzien. Kazdy i tak jest jak wolna sobota. Tak na druga prawde tytul tego posta mial sie wabic ''czas na piknik'' ale z grilla, ktory wczoraj mial miec miejsce byl jak to mowi pan Bogdan z ktorym siedzialem w pokoju odrabiajac sluzbe zastepcza w Urzedzie Skarbowym a ktorego ojciec widzial za chlewkami w polskiej wsi El Chupacabre ''chuj wielki i bąbelki''. Lekki zawod zostawil tez wczorajszego popoludnia wypad na basen. Jak w nowootwartym odprawili nas z ulotka, ze mozna wejsc tylko za oplata calomiesieczna tak na miejskim w najglebszym miejscu byly jeno 2 metry co w sumie nie przeszkadzalo nam stac z 13latkami w kolejce do zjezdzalni. Z trzech najlepsza byla zolta wiec do niej stanelismy nawet 2kroc. Raczej sie tam wiecej nie wybiore wiec trzeba bedzie znalezc jakis aquapark w poblizu lub troche dalej. Ogolnie to za oknem po slonecznych kilku dniach pizga, do tego na sniadanie zjadlem 2 slownie dwie syfne prawdopodobnie upieczone z trocin bulki wiec myslalem, ze nic dobrego sie dzis nie wydarzy i pograze sie w lekkiej traumie ale los chcial inaczej i listonosz (kiedys na ruskim kolega z lawki spytal sie mnie ''jak jest listonosz?'' jako ,ze wiedzialem niewiele to pierwsze co mi przyszlo do glowy to ''pocztowyj jaszczik'' i typ wypalil do nauczycielki ''moj ojciec jest skrzynka pocztowa'' zablysnal wtedy nie mniej gdy na poczatku roku przedstawil sie ''mienia zawut Bartoszyce'') przyniosl mi koperte ze splitem Trapped Under Ice / Dirty Money i II demo Mental. Mam nadzieje, ze nowe teksty TUI nie posluza mi za inspiracje na kolejne tatuaze bo wedlug planu za tydzien powinien zjawic sie w naszym akademiku Gruby z maszynka do dziarania i glupie rzeczy moga przyjsc do glowy. Bedac przy Dead And Gone Records i Sheffield to Ian prowadzacy wspomniana i mieszkaniec wspomnianego zalatwil mi zrazu kimanie po gigu u jakis lokalnych zalogantow i pewna typiara chcac pochwalic sie swoja polszczyzna wypalila do mnie ''guten tag''. Mysle, ze mogla by ze mna siedziec w lawce na ruskim. Wracajac jeszcze do wczorajszego BBQ to mimo wszystko sie odbyl i moze nie bylo rusztu, fajnych widokow, bandy i wandy, kotletow z wlasnorecznie ubitego i opalonego kabana ale nie poszedlem spac nie przejedzony. Jak widzicie jest poniedzialek a mi jednak nie udalo sie isc szukac pracy. Moze nastepnym razem sie uda jak mowia w reklamie. Tymczasem kilka kolejnych profesjonalnych fot tym razem takich jakich nie moze zabraknac na blogu / fotologu / gdziekolwieklogu polskiego hardcore'owca wegetarianina za granica.. Odjazd!

chcialem jakis smieszny opis ale do pustego basenu to sie chyba nie da
        

eee tu tez nie


atrapa sojowa


przezarty strus


moj adres jakby ktos chcial $$$ podeslac


do what i got to do to keep myself alive


responsibility i have none i just wanna hang out and have fun


PS. Z tego co do mnie dociera to pamietnik emigranta sie podoba co mnie osobiscie cieszy. To dla mnie taki sam zaszczyt jak to kiedy za wyglupianie sie na lekcjach i rozsmieszanie klasy musialem stac w kacie. Pozdrowki z Inowroclawia. Szczere wyrazy podziekowania za wszystko. Wasz Waszka G.

PRZYGODA PRZYGODA KAZDEJ CHWILI SZKODA

Jako, ze jak spiewa American NIghtmare ''2 hour drives are 2 hours alone but 2 hour drives are better than home''  i jako, ze w ''garazu'' stoi nowe Porsche trza bylo ruszyc na wycieczke testowa. Po pertraktacjach wyszlo, ze jedziemy nad jezioro i na zamek. Zrzuta po 3 poundy na benzinkie i pooooooooooooooooooszli. 
Tereny poddane penetracji nie byly dla mnie i Lysego odkrywcze bo w zeszle lato zjezdzilismy
chyba cale Derbyshire wzdluz i wszerz stawiajac namioty weselno-imprezowo-jakies tam. Tyle ,ze wtedy nasze zwiedzanie ograniczalo sie do popatrzenia se przez szybe ciezarowki, ktora powozil niestrudzony rolas (Sebik jak zniwa?) Richard. Jak to w takich przypadkach bywa Pawel aka. Lysy aka. Mapa poraz kolejny udowodnil, ze biegi na orientacje pod czujnym okiem pana Stolarkiewiczad nie poszly w las tak jak moje prywatne lekcje angielskiego i dojechalismy wszedzie tam gdzie planowo dojechac mielismy bez uzycia nawigacji. Bo potem to raczej jechalismy juz tak ogolnie i sie chyba delikatnie pogubilismy jak Gilu na grzybach z tata (kogo z Was w wieku 12 lat ojciec zostawil na 2 dni w lesie?). W ZK czyli Zjednoczonym Krolestwie plywanie w jeziorach jest ponoc zabronione wiec zostalo nam jedynie co pospacerowac brzegiem, posluchac moich glupot, pozakladac se smierdzace rosliny wodne na glowe, zrobic malo udane foty, pojarac sie opowiesciami kolezanki Agaty o zeglowaniu i posnuc plany na kolejne wakacje pt. ''zagle na mazurach''. Nastepnym przystankiem mial byc jakis zamek ale okazalo sie, ze jest to palac w okolicach, ktorego trawe wyzeraly stada owiec. Szkoda, ze nie sarenki ale wszystkiego miec nie mozna jak to sie mowi w pewnych kregach. Ogolnie to palac jak palac. Pochodzili, pohajlowali, nie zaplacili za zwiedzanie i w droge. Dalsza droga okazala sie dluga i bezcelowa wiec po dosyc udanym tripie, ktory trwal zdecydowanie wiecej niz 2 godziny i nie nalezal do tych podjetych samotnie (tak czy inaczej tekst AM i tak pasuje)  skierowalismy bolid pana Pawla ku naszej murzynskiej chacie. To jeszcze male fotostory i odpalam Predatora cz.1 na dobry sen. YO!


czarnuchy z getta


chce ktorakolwiek


im dluzszy was tym lepij


twoj stary pierze w jeziorze


kid rock


nasza-klasa.pl


refuj bukszpryt


ciekawe jak oni wchodza do tej wiezy?


owce williama wallace from wales


budowlaniec zdobywca


palacyk i latarenka


yyy dziwko zrob salto meeee


jakis inny palacyk i latarenka rowniez


pozdrowienia z rzymu


PS. jeszcze jedno niby takie artystyczne

ORZEL WYLADOWAL


Wyladował ale czuje jakbym wstrzelił się przez przypadek do nie swojego gniazda. Niby poprzednio spedzilem w tym miescie 6 miesiecy to ciezko jest mi nawet pomyslec ''wrociłem do siebie'' Nic to...jako, ze jest piatek a jak spiewa jeden hobbit siegajacy mi do cyckow, ze to ''tygodnia koniec i poczatek'' a na dodatek postanowilem prowadzic tego bloga to wypadalo by zrobic małe podsumowanie i napisac tak ogolnie co tam u mnie. Posiadanie troche wiekszej kwoty na koncie w banku nie jest dobra motywacja do szukania pracy wiec postanowilem w tym tygodniu nie robic za wiele co by z wolna przystosowac sie do nowych warunkow czyli w skrocie zamulilem sie. Mam nadzieje, ze okres adaptacyjny nie bedzie trwal do listopada i , ze w poniedzialek postaram sie  rozejrzec czy maja jakas nie ciezka prace dla technologa konewek i doniczek 50 calowych. Wroc...jesli ten tydzien zaczal sie w piatek i konczy sie w piatek to najpierw powinienem napomknac o  tamtym piatku czyli poczatku tego tygodnia, ktory konczy sie i zaczyna dzis tak? Moze dzien mojego wyjazdu z O.G. BARTOSZYC nie byl najcieplejszym dniem wrzesnia a juz napewno nie na noszenie krotkich spodenek ale wszystko co sie wydarzylo tego dnia grzalo mnie niemilosiernie. No moze tylko nie autobus, ktorym jechalem do stolicy. Szacunek i dzieki za wszystko. Mimo, ze raz) nie bylem jakims wielkim milosnikiem poza kilkoma kawalkmami dwa) wychowalem sie na troche innym HC trzy) totalnie nie wiedzialem czego sie spodziewac, koncert SKARHEAD'a moge zaliczyc do 10 najlepszych na jakich bylem. Totalne durnie i nie udawali ,ze jest inaczej. No i zaczeli instrumentalnym ''Juggernaut'' COT wiec nie moglo byc zle. Wogule to klub byl w sasiedztwie jakiejs szkoly wojskowej i co rusz biegaly szwadrony chcacych dolaczyc do najlepszych z piosenka na ustach typu ''do kawaleri wstapic chcialem...'' (http://www.youtube.com/watch?v=2goRJzuWFPc). Plasajac se dziko na afterparty w jakims klubie przy dzwiekach ''eye of the tiger'' pokazujac warszawiakom kocie ruchy nawet nie wpadlo mi do glowy, ze jeszcze tej nocy dostane jakies gifty i pewna Olga Zebra opiekunka Zebry Olgi wreczyla mi w imieniu calego kolektywu pracowniczego rekawice bokserskie o wzorze pasow na jezdni. No i zdjecie z moja lekko cofnieta zaloga + grupa wsparcia w ramce. FUCK YEAH! Dalej. Wiedzieliscie, ze 2 jajka w majonezie kosztuja tylko 1.70 a jajecznica az 4.50? Ja nie. Ale sniadanie na jakiejs stacji benzynowej na trasie wawa - 3m mi to uswiadomilo. Powinno sie mowic nie ''tanie jak barszcz'' a ''tanie jak jajka w majonezie''. Polecam. Za to nie polecam latania w samolocie nie od okna w nocy. Tak samo fajne jak lecenie w zamknietej walizce. Aha jest jeszcze jedno polecanie. Planujesz podroz? Skorzystaj z biora turystycznego Feel. No to jak wczesniej napisane orzel czyli ja wyladowal. Pierwsze wrazenie pozytywne bo cieplo drugie raczej negatywne bo moj pokoj okazal sie byc umeblowany jedynie materacem. Wygladal tak samo klimatycznie jak asram w ktorym niestety spedzilem sylwestra chyba 02/03. A sory. Bylo jeszcze cos co stalo sie moim wieszakiem na ubrania. Ale nie po to ma sie ziomkow zeby robic sufitowe przez 12h i Pawel K. zwany krotko Lysym poratowal komputerem na ktorym wczesniej urzedowal inny bartoszycki orzel Kamil S. zwany przez domownikow Loczkiem. Jako, ze Loczek nasciagal troche filmow to ogolnie wstaje rano robie przedzialek i mam fajrant. A podczas fajrantu ogladam te superprodukcje. Ogladales CLERKS 1 i 2? Nie? To obejrzyj. Ogladales Artificial Intelligence? Nie? Dobrze zrobiles. Booooooooring! Jako, ze jechalem tu bez zadnego pomyslu na zycie ale za to z celem dojebania troche masy i zwiekszenia tudziez stworzenia jakiejkolwiek tezyzny fizycznej korzystajac z silowni, ktora miesci sie w pokoju obok i obecnosci Macieja czyli typa, ktory wygralby zawody w najobrzydliwszym pochlanianiu makaronu bedac jednoczesnie moim osobistym trenerem zaczalem pakowac. No i powiem Wam, ze nie ma kurwa lekko a po dzisiejszym przezucaniu rece jak z waty. Ale bycie magistrem to krew, pot i lzy wiec jade bo plecki same sie nie zrobia. Jak juz jestesmy przy jezdzeniu to Pawel K. o ksywie ''zycie na kredycie'' kupil wczoraj za cale 250 F fure. Jest oczywiscie troche po przejsciach. Dokladnie jak po strzelaninie miedzy gangami czyli cool. Mysle, ze kilka tripow punciakiem zaliczymy a legenda obrosnie niczym Escort Maselki. Z najdalszych tripow to narazie bylem stestowac lokalnego McDonalda no i tak jak sie spodziewalem szejki - nie tak jak w olsztynie - maja spoko. A teraz MTV Cribs. Zapraszam na salony...

biuro, kino i radiostacja 
  

garderoba
 

szafa



sciana z pamiatkami z koloni



warsztat kreatora mody


elektrocieplownia jaworzno



pracownia rzezbiarza polskiego



czapka mie sie skrzywila


Tyle na dzis. Spadajcie juz bo ide sie masowac. Peace!

PS. Mama przed wyjazdem nakreslila mi na czole palcem krzyz tzn. X'a a do standardowego wyposazenia mlodego wedrowca czyli chleba sw. Agaty dorzucila jakas zalaminowana modlitwe. Kurwa nie moge nie dac rady!
PS.2. Nawet Doogie Howser nie mial takiej zyciogazety.

Profile

chaosxdays
chaosxdays

Latest Month

December 2008
S M T W T F S
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Syndicate

RSS Atom
Powered by LiveJournal.com
Designed by chasethestars